Ceny produktów rolnych biją coraz to nowe rekordy. Hossa na rynku żywności napędza wskaźniki inflacji na całym świecie, w biedniejszych krajach prowokuje antyrządowe zamieszki. Politycy winią spekulantów, spekulanci Bena Bernanke, prezes FED oskarża Chińczyków. Co jest źródłem tego szaleństwa? Czy mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną?
Spekulanci to ulubiony obiekt ataków, szczególnie ze strony polityków, którzy muszą na kogoś zrzucić winę. Przecież nie mogą się przyznać, że drukują pieniądze, dotują nierentowne rolnictwo w swoich krajach bądź też, że jedzą z ręki lobby bio-paliwowemu. Lepiej zwalić na fundusze hedgingowe. Owszem, instytucje te aktywnie angażują się po długiej strony rynku, mając zapewnione darmowe finansowanie z banku rezerwy federalnej. Jednak ich rola jest przeceniana. Hedge funds nie są w stanie wykreować trendu wbrew fundamentom a nawet jeśli by mogły, jak miałyby osiągnąć zysk? Komu sprzedałyby przewartościowane kontrakty? Próba wyjścia z rynku zepchnęłaby ceny co najmniej do poziomu wyjściowego!
Co więcej, czy wyśrubowane ceny nie powinny być okazją dla producentów płodów rolnych do rzucenia na rynek większej ilości produktów i osiągnięcia wspaniałych profitów? Przecież dzisiejszy spekulant to nie średniowieczny okrutnik, który zamyka zboże w spichrzu i czeka na wzrost ceny, patrząc jak jego krajanie umierają z głodu. Zamiast tego kupuje on kontrakty terminowe i każdy producent, jeśli tylko jest w stanie zaspokoić popyt, może zostać drugą stroną transakcji, cedząc przez zęby – Udław się tym zbożem!
Tymczasem nie zanosi się na to by w najbliższym czasie podaż mogła zaspokoić popyt. Teoria o spekulacji to łatwa wymówka, problem jest znacznie poważniejszy. Za wcześnie również na mówienie o bańce spekulacyjnej. Każdy może rozumieć to pojęcie inaczej ale dla mnie nie ma mowy o bańce, kiedy ceny pozostają poniżej swych historycznych maksimów. A w ujęciu realnym ceny produktów rolnych mają jeszcze dokąd rosnąć.
Z drugiej strony wiele silnych trendów, które u swoich źródeł miały fundamentalną przewagę popytu nad podażą kończy się spekulacyjną manią i być może podobną sytuację zobaczymy także na rynku rolnym. Kiedy to nastąpi to temat na inną opowieść, przyjrzyjmy się więc czynnikom napędzającym wzrost cen.
POPYT.
Gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wszelkie rodzaje surowców przypisuje się najczęściej Chinom i dynamicznie rozwijającym się krajom Azji. Podobnie jest w przypadku surowców rolnych i chyba nie ma co podważać tej tezy – wydaje się, że Amerykanie więcej zjeść nie dadzą rady ;) Populacja Azji pd.-wsch. jest coraz większa i coraz zamożniejsza. Chińczycy jedzą nie tylko więcej ale i lepiej. Lepiej oznacza w tym przypadku więcej mięsa na talerzu. A do produkcji mięsa potrzebna jest pasza dla trzody chlewnej, co oznacza dodatkowy wzrost zapotrzebowania na ziarno.
Arabska wiosna ludów dobitnie pokazała do czego zdolni są ludzie, którym kiszki marsza grają. Zapewnienie dostępu do taniej żywności to fundament polityki rządów / reżimów w olbrzymiej ilości krajów słabo rozwiniętych i rozwijających się. Nie chcąc podzielić losów Zin Al.-Abidina Ben Ali’ego i Hosni Mubaraka, zasobni w gotówkę włodarze krajów naftowych oraz Chin ruszyli na ostre zakupy do supermarketów takich jak CME (Chicago Mercantile Exchange). Cena nie gra roli. Im bardziej napięta sytuacja geopolityczna tym większy popyt tych, którzy tanim chlebem chcą uciszyć swój lud.
W tym samym czasie drożeje ropa naftowa. Czy jest to efekt drukowania dolarów czy też nastała era ‘peak oil’ nie ma większego znaczenia dla producentów cukru i kukurydzy. Dla nich oznacza to droższe paliwo do maszyn rolniczych, droższe nawozy, wreszcie droższy transport produktów końcowych. Ale skutki uboczne drogiej ropy na tym się nie kończą. Politycy od Francji po Polskę i od Brazylii po USA postanowili upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – chcieli być ‘eco’, jednocześnie zmniejszając uzależnienie rozwiniętych gospodarek od ropy naftowej. Przynajmniej tak głosi wersja oficjalna, wiadomo przecież, że lobby bio-paliwowe i rolnicy mogący zapewnić biomasę to całkiem liczny elektorat. To, że biopaliwa potrzebne są silnikom naszych samochodów jak pięść do oka nie miało większego znaczenia. Podobnie jak marnotrawstwo żywności na skalę przemysłową.
Z polskiej perspektywy problem może wydawać się błahy bo mimo usilnych wysiłków pana Gudzowatego i posłów PSL, biopaliwa nie zrobiły furory. Jednak w Brazylii, która rocznie produkuje około 25 miliardów litrów etanolu zużywanego jako paliwo (ponad 1/3 produkcji światowej) zagospodarowanie zebranej trzciny cukrowej to kwestia absolutnie kluczowa –cukier czy paliwo, oto jest pytanie! Wysoka cena ropy nie tylko nie ułatwia wyboru ale wręcz uniemożliwia porzucenie produktów rolnych jako źródeł energii, w dwójnasób przykładając się do hossy rolno-spożywczej.
PODAŻ
W przeciwieństwie do rynku ropy naftowej, gdzie od rozpoznania złoża do wydobycia pierwszej baryłki może upłynąć nawet na 10 lat, rolnicy są w stanie zareagować znacznie szybciej na zwiększony popyt. Teoretycznie wystarczy rok. Jednak teoria to jedno a praktyka – co innego. Ceny surowców rolnych poruszają się w kilkunastoletnich cyklach. Długotrwała bessa zmusiła wielu rolników do porzucenia gospodarstw i szukania pracy w mieście. Proces ten był szczególnie widoczny w Chinach, gdzie migranci z terenów wiejskich godzili się na harówkę za grosze w nowopowstałych fabrykach bo i tak był to dla nich awans finansowy.
Jednocześnie fabryki, autostrady i inna infrastruktura rozrastały się na tereny dotychczas przeznaczone pod produkcję rolną. Patrząc na mapę Chin, Indii czy Brazylii mogłoby się wydawać, że nie powinno zabraknąć im ziemi. Jednak co innego całkowita powierzchnia państwa a co innego powierzchnia nadająca się pod uprawę roli – płaska, dostępna i co ważne, obfitująca w źródła nieskażonej wody, z czym wiele krajów ma obecnie bardzo duży problem.
W krajach rozwiniętych polityka ‘wspierania rolnictwa’ (bariery importowe, idiotyczne dopłaty za rezygnację z produkcji i wiele innych urzędniczych absurdów) doprowadziła do zmniejszenia uprawianych areałów i ilości hodowlanych zwierząt. Jednocześnie poderżnęła gardło krajom niskorozwiniętym, które mogłyby wyjść z ubóstwa eksportując do Europy tanią żywność (zyskaliby wszyscy – biedni rolnicy z trzeciego świata, budżety US/UE oraz amerykańscy i europejscy konsumenci).
Niestety, lobby rolnicze potrafi skutecznie walczyć o swoje interesy. Wystarczy w centrum Paryża czy innej europejskiej stolicy ‘rozładować’ tira zgniłej kapusty a politycy z Brukseli stają się miękcy niczym rozgotowane brukselki. Jak mówi Jim Rogers – dajmy wszystkim rolnikom, którzy zrezygnują ze swej profesji, willę z basenem, Porsche i dożywotnią emeryturę a wyjdziemy na tym do przodu!
Wspomniany wyżej rozdźwięk pomiędzy popytem i podażą powinien wystarczyć na solidną zwyżkę cen. Ale rok 2010 dołożył do tego klęski żywiołowe w prawie każdym rejonie świata. Pożary w Rosji, powódź w Australii, susza w Argentynie czy też walka o władzę w Wybrzeżu Kości Słoniowej (#1 na rynku kakao) to tylko niektóre przykłady. Co więcej, choć były to zdarzenia jednorazowe (choć mogą się powtórzyć) to ich wpływ będzie odczuwalny także w latach 2011 i 2012 – wszak spalona ziemia nie szybko będzie zdatna pod uprawy.
Podsumowując: Hossa rolna ma solidne fundamentalne podstawy – rosnący popyt ze strony emerging markets w połączeniu ze strukturalnymi problemami po stronie podaży. Klęski nieurodzaju i zawirowania polityczne są katalizatorem dynamicznej zwyżki cen. Na fali wzrostowej surfują zaś spekulanci, którym sił dodaje napój energetyczny w postaci QE2. Quantitative easing i fundusze hedgingowe niewątpliwie dynamizują rozwój wydarzeń jednak z pewnością nie są siłą sprawczą wzrostu cen.
W jaki sposób można się przyłączyć do tego surfingu? Jeśli jesteście na tyle sprytni, by przewidzieć, który z towarów rolnych zyska/straci najwięcej możecie kupić lub sprzedać kontrakty terminowe notowane np. na CME, bądź też uzyskać ekspozycję za pomocą platform spread-bettingowych czy też kontraktów CFD oferowanych przez polskie biura maklerskie. Ja osobiście nie czuję się na siłach by odróżnić ziarno od plew, obstawiam wzrost koszyka towarów jaki reprezentuje ETN RJA, choć rynek oferuje wiele innych funduszy i ETF-ów.