Jim Rogers: Zamknijmy FED!

Redakcja Yahoo! Finance wzbogaciła swój serwis o nowego video bloga. BREAKOUT (prowadzący Matt Nesto i Jeff Macke) będzie koncentrował się wyłącznie na rynkach i inwestycjach. Dotychczasowy show – Tech Ticker – zmieni nazwę na The Daily Ticker i będzie zajmował się szerzej rozumianą tematyką ekonomiczną i finansową.
Jedynym z pierwszych gości Breakout’u był Jim Rogers, który w poniższym klipie postuluje zamknięcie banku rezerwy federalnej.
“Ben Bernanke? Jedyną rolą w jakiej się sprawdza to anty-wskaźnik (contrary indicator)…”

Jim obstawia także korektę na rynku akcji i spadek wartości obligacji skarbowych. W drugim klipie komentuje sytuację w Japonii, wydarzenia na rynku walutowym i hossę na rynku surowców.
Czytaj dalej

Kategoria: video | Tagi: , , , , , , , , | Zostaw komentarz

Lekturka na weekend – kto się czego boi

John Mauldin boi się QE3,
John Lipsky (IMF) obawia się rosnącego zadłużenia krajów rozwiniętych,
zaś Bernharda Zanda (Der Spiegel) niepokoi przyszłość Arabii Saudyjskiej.
Warren Buffett obawia się, że Goldman Sach zwróci mu pieniądze,
a Krzysztof Rybiński pisze o Matce wszystkich szoków. Nie boi się jednak o gospodarkę Japonii.

Kategoria: home | Zostaw komentarz

The World’s Greatest Money Maker – Warren Buffett

Fantastyczny dokument telewizji BBC. 60-minutowy materiał to biografia Buffetta w pigułce. Trzeba zobaczyć!

Video 1 z 6:

Czytaj dalej

Kategoria: video | Tagi: | Zostaw komentarz

Jim Rogers: ‘Buy into Japan’s Panic Selling’

“Po trzęsieniu ziemi w Kobe (1995) japońskie akcje straciły ponad 25% ale po kilku miesiącach odrobiły straty… teoretycznie może dojść do katastrofy nuklearnej i nastąpi ‘koniec świata’ ale żyję na tyle długo i widziałem tyle podobnych kataklizmów, iż wiem, że zazwyczaj są świetną okazją do kupna.”

W dalszej części wpisu znajdziecie 3 klipy telewizji CNBC w których Jim Rogers komentuje obecną panikę na rynkach. Czytaj dalej

Kategoria: video | Tagi: , , , , | Zostaw komentarz

Panika (anty)atomowa

W poprzednim wpisie sugerowałem inwestycję w firmy z sektora energetyki jądrowej jako alternatywne zagranie pod odbicie po japońskim trzęsieniu ziemi. Rynki akcji faktycznie wykreśliły odbicie, czas pokaże czy to już ostateczny dołek. Natomiast jądrowe ETFy (PKN, NLR i NUCL) po spadku o 20% zachowują się słabo zaś globalna panika i strach przed energią nuklearną zaskoczyła mnie swoim rozmiarem. Tymczasem ETF inwestujący w górnictwo węgla kamiennego (KOL) zyskał na wartości- czyżby inwestorzy faktycznie uwierzyli, że dni atomu są policzone, czy też udzieliła im się antyatomowa psychoza?

Jestem w stanie zrozumieć niepokój przeciętnego zjadacza chleba, który większość dnia spędza przed telewizorem. Sytuacja w Japonii, choć poważna, jest przekazywana w tak dramatyczny sposób, że widzowie mają przed oczami atomowego grzyba, ludzi płonących żywcem i umierających w męczarniach na choroby popromienne. Samych mediów też bym nie winił, ot po prostu kreują dramaturgię na którą gawiedź zgłasza zapotrzebowanie.

Ale gdy słyszę czołowych polityków, którzy w ciągu dwóch dni zostali ekspertami ds. energetyki, wypowiadających się o konieczności odejścia od atomu to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Robią to pod publiczkę czy naprawdę wierzą, że zastąpią elektrownie atomowe źródłami alternatywnymi? Europejscy politycy, którzy tak zaciekle walczyli o redukcję emisji CO2 i ograniczenie węgla w produkcji energii, teraz chcą zrezygnować także z atomu! W jaki sposób zamierzają zaspokoić ciągle rosnące zapotrzebowanie na prąd? Chyba nie za pomocą ropy, której zasoby się kończą a cena ciągle rośnie. Rosja mogłaby się przestawić na energię z gazu, USA również, choć w niewielkim stopniu. Co z resztą świata? Energia alternatywna? Wolne żarty! Hiszpanie być może mogą skorzystać z energii słonecznej, Norwegowie z hydroelektrowni a Holendrzy z farm wiatrowych na Morzu Północnym. Niestety, to tylko małe krople w morzu potrzeb, nie mówiąc o banalnej kwestii – co zrobić nocą i w bezwietrzne dni?

Gdy pył opadnie (niekoniecznie radioaktywny) stanie się jasne, że alternatywy dla atomu po prostu nie ma! Pseudoekolodzy mogą protestować ale zwyciężyć musi zdrowy rozsądek. Pozbawiona surowców Japonia nie ma wyboru. Nie mają go Chiny, które  zużywając 3 miliardy (to nie pomyłka) ton węgla rocznie, nie mogą zaspokoić popytu zgłaszanego przez rosnącą gospodarkę. Dla Francji elektrownie jądrowe to nie tylko źródło prądu ale i gorący towar eksportowy. Dlatego jeśli przecena branży atomowej będzie trwała nadal to nuklearne ETFy staną się wkrótce bombową  inwestycją.

PS. Na koniec uwaga nt. powszechnego strachu przed energią atomową, który media chętnie wykorzystują. Energia jądrowa i węglowa są jak podróże lotnicze i samochodowe. Te pierwsze są nie tylko bardziej ekonomiczne ale i bezpieczniejsze. Na drogach co roku ginie około miliona ludzie, jednak nie znam nikogo, kto bałby się wsiąść do samochodu za to strach przed lataniem jest bardzo powszechny. Dlaczego? Bo katastrofy lotnicze to spektakularne wydarzenia medialne. Podobnie jest w energetyce. Elektrownie węglowe emitują do atmosfery gigantyczne ilości trucizn, przyczyniając się do efektu cieplarnianego, kwaśnych deszczy i innych chorób cywilizacyjnych. Jednak to elektrownie atomowe budzą powszechną grozę, mimo, iż poważne wypadki można zliczyć na palcach jednej ręki (szczegóły tutaj). Wszak dwutlenku węgla w atmosferze zobaczyć się nie da za to zburzone mury Czarnobyla i Fukushimy widział cały świat.

Kategoria: home | Tagi: , , , , , | Zostaw komentarz

2 stracone dekady + trzęsienie ziemi = okazja do kupna ?

Zacznijmy od początku, czyli dwóch straconych dekad. Zastanawialiście się kiedyś jakim cudem Japonia, kraj wytwarzający technologie rodem z filmów science-fiction, słynący z niebywałego etosu pracy, od dwudziestu lat nie jest w stanie podnieść się z gospodarczej zapaści?

Odpowiedź jest dość prosta i tym łatwiejsza do zrozumienia, że problemy Japonii z początku lat 90-ych odtwarzają dziś Amerykanie, w czasie rzeczywistym i na żywym organizmie. Zaczęło się od ultra-luźnej i ultra-nieodpowiedzialnej polityki monetarnej, która doprowadziła do potężnej bańki spekulacyjnej. Tylko w latach 1986-1990 indeks Nikkei wzrósł o blisko 300%. Gdy balonik, a raczej olbrzymi baloooon pękł, na rynkach polała się krew.

Japońskie władze zareagowały podobnie jak dziś robi to Fed i US Treasury – potężną stymulacją fiskalną i monetarną. Miało być jednak bezboleśnie, więc nierentownym korporacjom nie pozwolono upaść – powstały firmy zombie, utrzymywane przy życiu przez zombie-banki, które z kolei podtrzymywał japoński rząd (czy widzicie analogie do wsparcia jakiego Waszyngton udzielił finansowym trupom z Wall Street i nierentownym producentom samochodów?).

Japońscy politycy, jak na polityków przystało, mieli mnóstwo innych ciekawych pomysłów na ‘zreformowanie’ gospodarki. Dzięki ich radosnej twórczości powstały tysiące absurdalnych aktów prawnych, które zwiększyły biurokrację i jeszcze bardziej zmniejszyły konkurencyjność przedsiębiorstw. Jeśli dodamy do tego fatalną sytuację demograficzną – stare, zapracowane i bezdzietne społeczeństwo – w połączeniu z całkowitym zamknięciem Japończyków na imigrację, otrzymujemy pełen obraz zniszczenia.

Efekty takiej polityki nie były trudne do przewidzenia. Przez ostatnie dwadzieścia lat dynamika japońskiego PKB zamykała się w przedziale –1% do +1%. Nadwyżka budżetowa (+2,4%) z roku 1991 zamieniła się w –10% deficyt w roku 1998 a dług publiczny rozpoczął wspinaczkę na poziomy nie spotykane w innych krajach rozwiniętych (ponad 200% PKB). Na wykresie Nikkei cały cykl przedstawia się następująco:

Wielu próbowało złapać dołek na japońskim rynku i wielu przekonało się, że tanio kupione akcje mogę być jeszcze dużo tańsze. Osobiście unikam kupowania ‘tanio’, jest to nic innego jak obstawianie ‘słabości’. Unikam też wyrafinowanych teorii, takich jak przedstawiona tu przez Marca Fabera (którego skądinąd bardzo cenię zarówno za wiedzę jak i za trafne prognozy). Wolę zapłacić więcej za ‘drogie’, ale fundamentalnie zdrowe aktywo,  niż kupić ‘tanio’ na bazie skomplikowanej teorii: jest źle a będzie jeszcze gorzej, zadłużenie jest tak duże, że rynek obligacji czeka bessa a uwolnione z papierów dłużnych środki muszą trafić na rynek akcji. Być może tak właśnie będzie ale dla mnie to zbyt wyrafinowane, nie kupuję tego.

Trzęsienie z 11 marca z pewnością nie rozwiąże gospodarczych problemów Japonii, wręcz przeciwnie, interwencja fiskalna i zadłużenie zostaną skokowo zwiększone. Jednak rynki akcji rządzą się swoimi prawami i być może to tragiczne wydarzenie będzie kroplą przelewającą czarę goryczy i odwróci trend, przynajmniej w średnim terminie. Dwa przykłady, które od razu przychodzą mi do głowy gdy myślę o odwróceniu trendu spadkowego w perspektywie dramatycznych wydarzeń to atak terrorystyczny 9/11 czy też początek II wojny irackiej (marzec 2003).

Oczywiście jest to ostra spekulacja i nie polecam jej każdemu. W rzeczy samej nikomu jej nie polecam (disclaimer!) a jeśli musicie to robić miejcie stop-lossa na podorędziu! W chwili obecnej nie mam żadnej pozycji na rynku japońskim, z jej otwarciem muszę poczekać do momentu gdy rynek wykreśli lokalny dołek, by móc pod niego podłożyć zlecenie stop. Formacja wskazująca na wyczerpanie trendu byłaby miłym widokiem na wykresie. Póki co, spokój i cierpliwość.

PS. Alternatywnym kontrariańskim zagraniem jest kupno akcji firm związanych z energetyką jądrową, niekoniecznie japońskich. Panika jaka wybuchła w (nie tylko rodzimych) mediach to śmiech na sali. Domorośli geniusze, którzy w ciągu ostatniego roku pełnili rolę ekspertów od latania TU-154, w mgnieniu oka skonwertowali się na speców od energetyki i postulują weryfikację planów rozwoju polskiego atomu. Ich koledzy z innych krajów głośno im wtórują. Nie mam pojęcia w jaki sposób zamierzają rozwiązać problem stale zwiększającego się apetytu na energię ale wg. mnie alternatyw nie ma zbyt wiele i przecenione firmy z sektora jądrowego mogą stać się nie lada okazją. Tak czy inaczej – pamiętajcie o stop-lossach!
PS2. Ekspozycję na energetykę jądrową możecie uzyskać przez ETFy: PKN, NLR i NUCL.

Kategoria: home | Tagi: , , , , , | Zostaw komentarz

Hossa na rynku towarów rolnych

Hossa na rynku towarów rolnychCeny produktów rolnych biją coraz to nowe rekordy. Hossa na rynku żywności napędza wskaźniki inflacji na całym świecie, w biedniejszych krajach prowokuje antyrządowe zamieszki. Politycy winią spekulantów, spekulanci Bena Bernanke, prezes FED oskarża Chińczyków. Co jest źródłem tego szaleństwa? Czy mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną?

Spekulanci to ulubiony obiekt ataków, szczególnie ze strony polityków, którzy muszą na kogoś zrzucić winę. Przecież nie mogą się przyznać, że drukują pieniądze, dotują nierentowne rolnictwo w swoich krajach bądź też, że jedzą z ręki lobby bio-paliwowemu. Lepiej zwalić na fundusze hedgingowe. Owszem, instytucje te aktywnie angażują się po długiej strony rynku, mając zapewnione darmowe finansowanie z banku rezerwy federalnej. Jednak ich rola jest przeceniana. Hedge funds nie są w stanie wykreować trendu wbrew fundamentom a nawet jeśli by mogły, jak miałyby osiągnąć zysk? Komu sprzedałyby przewartościowane kontrakty? Próba wyjścia z rynku zepchnęłaby ceny co najmniej do poziomu wyjściowego!

Co więcej, czy wyśrubowane ceny nie powinny być okazją dla producentów płodów rolnych do rzucenia na rynek większej ilości produktów i osiągnięcia wspaniałych profitów? Przecież dzisiejszy spekulant to nie średniowieczny okrutnik, który zamyka zboże w spichrzu i czeka na wzrost ceny, patrząc jak jego krajanie umierają z głodu. Zamiast tego kupuje on kontrakty terminowe i każdy producent, jeśli tylko jest w stanie zaspokoić popyt, może zostać drugą stroną transakcji, cedząc przez zęby – Udław się tym zbożem!

Tymczasem nie zanosi się na to by w najbliższym czasie podaż mogła zaspokoić popyt. Teoria o spekulacji to łatwa wymówka, problem jest znacznie poważniejszy. Za wcześnie również na mówienie o bańce spekulacyjnej. Każdy może rozumieć to pojęcie inaczej ale dla mnie nie ma mowy o bańce, kiedy ceny pozostają poniżej swych historycznych maksimów. A w ujęciu realnym ceny produktów rolnych mają jeszcze dokąd rosnąć.

Z drugiej strony wiele silnych trendów, które u swoich źródeł miały fundamentalną przewagę popytu nad podażą kończy się spekulacyjną manią i być może podobną sytuację zobaczymy także na rynku rolnym. Kiedy to nastąpi to temat na inną opowieść, przyjrzyjmy się więc czynnikom napędzającym wzrost cen.

POPYT.

Gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wszelkie rodzaje surowców przypisuje się najczęściej Chinom i dynamicznie rozwijającym się krajom Azji. Podobnie jest w przypadku surowców rolnych i chyba nie ma co podważać tej tezy – wydaje się, że Amerykanie więcej zjeść nie dadzą rady ;) Populacja Azji pd.-wsch. jest coraz większa i coraz zamożniejsza. Chińczycy jedzą nie tylko więcej ale i lepiej. Lepiej oznacza w tym przypadku więcej mięsa na talerzu. A do produkcji mięsa potrzebna jest pasza dla trzody chlewnej, co oznacza dodatkowy wzrost zapotrzebowania na ziarno.

Arabska wiosna ludów dobitnie pokazała do czego zdolni są ludzie, którym kiszki marsza grają. Zapewnienie dostępu do taniej żywności to fundament polityki rządów / reżimów w olbrzymiej ilości krajów słabo rozwiniętych i rozwijających się. Nie chcąc podzielić losów Zin Al.-Abidina Ben Ali’ego i Hosni Mubaraka, zasobni w gotówkę włodarze krajów naftowych oraz Chin ruszyli na ostre zakupy do supermarketów takich jak CME (Chicago Mercantile Exchange). Cena nie gra roli. Im bardziej napięta sytuacja geopolityczna tym większy popyt tych, którzy tanim chlebem chcą uciszyć swój lud.

W tym samym czasie drożeje ropa naftowa. Czy jest to efekt drukowania dolarów czy też nastała era ‘peak oil’ nie ma większego znaczenia dla producentów cukru i kukurydzy. Dla nich oznacza to droższe paliwo do maszyn rolniczych, droższe nawozy, wreszcie droższy transport produktów końcowych. Ale skutki uboczne drogiej ropy na tym się nie kończą. Politycy od Francji po Polskę i od Brazylii po USA postanowili upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – chcieli być ‘eco’, jednocześnie zmniejszając uzależnienie rozwiniętych gospodarek od ropy naftowej. Przynajmniej tak głosi wersja oficjalna, wiadomo przecież, że lobby bio-paliwowe i rolnicy mogący zapewnić biomasę to całkiem liczny elektorat. To, że biopaliwa potrzebne są silnikom naszych samochodów jak pięść do oka nie miało większego znaczenia. Podobnie jak marnotrawstwo żywności na skalę przemysłową.

Z polskiej perspektywy problem może wydawać się błahy bo mimo usilnych wysiłków pana Gudzowatego i posłów PSL, biopaliwa nie zrobiły furory. Jednak w Brazylii, która rocznie produkuje około 25 miliardów litrów etanolu zużywanego jako paliwo (ponad 1/3 produkcji światowej) zagospodarowanie zebranej trzciny cukrowej to kwestia absolutnie kluczowa –cukier czy paliwo, oto jest pytanie! Wysoka cena ropy nie tylko nie ułatwia wyboru ale wręcz uniemożliwia porzucenie produktów rolnych jako źródeł energii, w dwójnasób przykładając się do hossy rolno-spożywczej.

PODAŻ

W przeciwieństwie do rynku ropy naftowej, gdzie od rozpoznania złoża do wydobycia pierwszej baryłki może upłynąć nawet na 10 lat, rolnicy są w stanie zareagować znacznie szybciej na zwiększony popyt. Teoretycznie wystarczy rok. Jednak teoria to jedno a praktyka – co innego. Ceny surowców rolnych poruszają się w kilkunastoletnich cyklach. Długotrwała bessa zmusiła wielu rolników do porzucenia gospodarstw i szukania pracy w mieście. Proces ten był szczególnie widoczny w Chinach, gdzie migranci z terenów wiejskich godzili się na harówkę za grosze w nowopowstałych fabrykach bo i tak był to dla nich awans finansowy.

Jednocześnie fabryki, autostrady i inna infrastruktura rozrastały się na tereny dotychczas przeznaczone pod produkcję rolną. Patrząc na mapę Chin, Indii czy Brazylii mogłoby się wydawać, że nie powinno zabraknąć im ziemi. Jednak co innego całkowita powierzchnia państwa a co innego powierzchnia nadająca się pod uprawę roli – płaska, dostępna i co ważne, obfitująca w źródła nieskażonej wody, z czym wiele krajów ma obecnie bardzo duży problem.

W krajach rozwiniętych polityka ‘wspierania rolnictwa’ (bariery importowe, idiotyczne dopłaty za rezygnację z produkcji i wiele innych urzędniczych absurdów) doprowadziła do zmniejszenia uprawianych areałów i ilości hodowlanych zwierząt. Jednocześnie poderżnęła gardło krajom niskorozwiniętym, które mogłyby wyjść z ubóstwa eksportując do Europy tanią żywność (zyskaliby wszyscy – biedni rolnicy z trzeciego świata, budżety US/UE oraz amerykańscy i europejscy konsumenci).

Niestety, lobby rolnicze potrafi skutecznie walczyć o swoje interesy. Wystarczy w centrum Paryża czy innej europejskiej stolicy ‘rozładować’ tira zgniłej kapusty a politycy z Brukseli stają się miękcy niczym  rozgotowane brukselki. Jak mówi Jim Rogers – dajmy wszystkim rolnikom, którzy zrezygnują ze swej profesji, willę z basenem, Porsche i dożywotnią emeryturę a wyjdziemy na tym do przodu!

Wspomniany wyżej rozdźwięk pomiędzy popytem i podażą powinien wystarczyć na solidną zwyżkę cen. Ale rok 2010 dołożył do tego klęski żywiołowe w prawie każdym rejonie świata. Pożary w Rosji, powódź w Australii, susza w Argentynie czy też walka o władzę w Wybrzeżu Kości Słoniowej (#1 na rynku kakao) to tylko niektóre przykłady. Co więcej, choć były to zdarzenia jednorazowe (choć mogą się powtórzyć) to ich wpływ będzie odczuwalny także w latach 2011 i 2012 – wszak spalona ziemia nie szybko będzie zdatna pod uprawy.

Podsumowując: Hossa rolna ma solidne fundamentalne podstawy – rosnący popyt ze strony emerging markets w połączeniu ze strukturalnymi problemami po stronie podaży. Klęski nieurodzaju i zawirowania polityczne są katalizatorem dynamicznej zwyżki cen. Na fali wzrostowej surfują zaś spekulanci, którym sił dodaje napój energetyczny w postaci QE2. Quantitative easing i fundusze hedgingowe niewątpliwie dynamizują rozwój wydarzeń jednak z pewnością nie są siłą sprawczą wzrostu cen.

W jaki sposób można się przyłączyć do tego surfingu? Jeśli jesteście na tyle sprytni, by przewidzieć, który z towarów rolnych zyska/straci najwięcej możecie kupić lub sprzedać kontrakty terminowe notowane np. na CME, bądź też uzyskać ekspozycję za pomocą platform spread-bettingowych czy też kontraktów CFD oferowanych przez polskie biura maklerskie. Ja osobiście nie czuję się na siłach by odróżnić ziarno od plew, obstawiam wzrost koszyka towarów jaki reprezentuje ETN RJA, choć rynek oferuje wiele innych funduszy i ETF-ów.

Kategoria: home | Tagi: , , , , , , | Zostaw komentarz

Jeffrey Sachs – Waszyngton jest oderwany od rzeczywistości

Jeffrey Sachs, światowej sławy ekonomista, wypowiada się o amerykańskiej klasie politycznej w podobnym tonie jak uczyniłem to we wpisach o Bernanke i quantitative easing.
“Waszyngton jest oderwany od rzeczywistości. Istnieje olbrzymia przepaść między żądaniami ludzi – ‘wycofajcie się z Afganistanu, zmniejszcie budżet armii, zwiększcie podatki dla najbogatszych’ – a interesami polityków i ich sponsorów, którzy myślami są już na wyborach w roku 2012… obecne elity są wyjątkowo nieuczciwe i dopóki te gierki będą trwały, Ameryka będzie tracić na znaczeniu.”

Kategoria: video | Tagi: , , , | Zostaw komentarz

Lekturka na weekend

Kategoria: home | Zostaw komentarz

Koniec QE2? QE3 nadciąga z odsieczą.

We wczorajszym poście – Bernanke z rezerwatu – nie zostawiłem suchej nitki na prezesie Fed oraz sekretarzu skarbu – Timothy Geithnerze. Ten duet z piekła rodem dostarcza ecstasy światowej gospodarce i rynkom finansowym, bez oglądania się na długoterminowe konsekwencje. Ma być dobrze tu i teraz, po nas choćby potop.

Jaki wpływ ma quantitative easing na rynki finansowe i co nastąpi po jego zakończeniu? Po ogłoszeniu QE2 w sierpniu 2010 w górę wystrzeliły ceny wszystkich aktywów, z wyjątkiem, o ironio – skupowanych przez Fed obligacji. I tak indeks S&P 500 wzrósł o ~30%, metale przemysłowe (mierzone ETN-em RJZ) zanotowały podobny wzrost, o ~40% skoczyły ceny żywności (ETN RJA), ropa zdrożała o 1/3 zaś złoto zyskało ‘skromne’ 20%. Jeśli te wartości nie robią na Was wrażenia, zwróćcie uwagę na srebro, które w ciągu pół roku prawie podwoiło cenę, kukurydzę, która zdrożała o 2/3 czy też miedź, która kosztuje dziś o 50% więcej niż przed ogłoszeniem QE2.

Patrząc z szerszej perspektywy niż QE2 widzimy inne ciekawostki:

- ultra dynamiczny wzrost S&P 500 od III 2009 do III 2011. Oczywiście po kataklizmie z jesieni 2008 rynek miał się od czego odbijać ale tak dynamiczny ruch (100% do góry w niecałe 24 miesiące) ma miejsce dopiero po raz trzeci w historii. Poprzednie dwa przypadki kończyły się gwałtownymi przecenami,

- wzrost cen złota i srebra o ponad 500% w ciągu ostatniej dekady wskazuje na załamanie zaufania do walut papierowych (nie tylko USD),

- ucieczkę z walut papierowych w kierunku ‘hard assets’ widzimy także po hossie na rynku nieruchomości i ropy naftowej (podobnie jak w przypadku metali szlachetnych, cena ropy  wzrosła o ponad 500% w ostatniej dekadzie). Oczywiście w obu przypadkach owa ucieczka przemieniła się w owczy pęd i spektakularnie pękające bańki.

- nadmiarowi taniej gotówki można przypisać także super-bańkę na rynku Nasdaq z przełomu wieków. Czytaj dalej

Kategoria: home | Tagi: , , , , , , , , | Zostaw komentarz

Bernanke z rezerwatu

Ben Bernanke – magister Harvarda, doktor MIT, ekspert ds. Wielkiego Kryzysu, 23 lata kariery akademickiej, 9 lat pracy w banku centralnym z czego pięć jako głównodowodzący światowych finansów. Wspaniałe CV wybitnego intelektualisty, nieprawdaż?

Pozwólcie jednak, że nazwę Bernanke skończonym durniem. Hmm… być może nie jest durniem, tylko cynicznym urzędniczyną, który dla kariery zrobi wszystko czego zażyczy sobie waszyngtońska administracja. Z naszego punktu widzenia nie ma to znaczenia. Swoją działalnością Bernanke dobitnie pokazuje, że jego miejsce jest nie w rezerwie federalnej Stanów Zjednoczonych ale raczej w rezerwacie, np. w prowadzonym przez Roberta Mugabe Reserve Bank of Zimbabwe. Leciwy dyktator nie nadąża już z drukiem banknotów, przydałby mu się do pomocy fachowiec w tej dziedzinie.

Zaraz, zraz, spytacie. Jakim prawem ja, skromny bloger, krytykuję ikonę globalnej bankowości? Poza tym, obecna polityka FEDu to quantitative easing czyli ‘luzowanie ilościowe’ a nie żaden dodruk pieniądza.

Po pierwsze, w kwestii luzowania. Bernanke, Timmy Geithner i inni urzędnicy Obamy  (sam prezydent chyba nie ogarnia tego co robią jego podopieczni) są faktycznie bardzo wyluzowani! Szczególnie kiedy (udają, że nie) widzą jak ich polityka wpływa na ceny surowców i inflację.

Po drugie, quantitative easing to zwykłe drukowanie pieniędzy, nie różniące się niczym od poczynań rządów krajów trzeciego świata. Póki co jedyną przewagą QE nad działaniami banku centralnego Zimbabwe jest to, że wszystko odbywa się wirtualnie, poprzez odpowiednie zapisy w systemie komputerowym. W chwili obecnej nie ma konieczności fizycznego druku banknotów, co ocali spore połacie lasów.

Po trzecie, Fed nigdy nie przyzna się, że prowadzi banalną i nieodpowiedzialną politykę monetarną. Zamiast tego przedstawia swoje działania jako wyrafinowane i niezbędne dla dalszego istnienia kraju. Niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela terminy jak ‘quantitative easing’ czy też ‘dostarczanie płynności’ sprawdzają się znacznie lepiej, niż gdyby przedstawiciele Fed mieli powiedzieć ‘drukujemy pieniądze’ lub ‘wyciągamy naszych kumpli z Wall Street z kłopotów’.

Świetnym przykładem tego zjawiska jest poprzedni ‘geniusz’ na stanowisku szefa Fed – Alan Greenspan. Przez lata jego kompletnie abstrakcyjne wypowiedzi były przedstawianie przez media jako mądrość boskiej wyroczni. Oczywiście indeksy rosły jak na drożdżach więc ludzie to kupili. Kiedy jednak super-luźna polityka monetarna doprowadziła do największego kryzysu od kilkudziesięciu lat a wszystkie klasy aktywów uległy drastycznej przecenie,  prawda wyszła na jaw – król jest nagi. Greenspan nie miał pojęcia ani o ekonomii ani o rynkach finansowych, palił natomiast zioła najwyższej klasy. Był za to wyjątkowo pomocny dla każdego bankiera i hedge-fund managera, który przesadził ze spekulacją – na darmową płynność czy nawet bail-out ze strony Fed mógł liczyć każdy, którego upadek mógł wstrząsnąć rynkami.

Po czwarte, QE jest rzekomo absolutnie niezbędne. Bez stymulacji monetarnej światowy system finansowy czeka implozja a świat pogrąży się w ciemności i chaosie (porządnie nastraszony obywatel to podstawa – zaakceptuje wszystko!) Być może (krótkotrwała) interwencja w kulminacyjnym punkcie kryzysu faktycznie była niezbędna ale QE2?

Druga runda dodruku miała ponoć pomóc biznesowi poprzez obniżkę stóp rynkowych. Oczywiście rentowności długoterminowych obligacji natychmiast wzrosły, mimo to, Bernanke odtrąbił sukces – ‘Gospodarka ruszyła z miejsca, dlatego stopy wzrosły.‘ Niektórzy twierdzą, że QE2 ma za zadanie napompować wyceny na Wall Street (śmiało Ben, ecstasy nigdy za wiele!) Amerykanie kochają swoje małe kasyno, więc wyższe kursy akcji miałyby poprawić ich nastroje a tym samym skłonić do nowych zakupów. Genialne! Bernanke i Geithner postanowili rozwiązać problem nadmiernej konsumpcji i zbyt wysokiego zadłużenia… jeszcze większą konsumpcją i jeszcze większym zadłużeniem.

Czytaj dalej

Kategoria: home | Tagi: , , , | Zostaw komentarz

Marc Faber: ropa na dobre i na złe + japońskie akcje

“W scenariuszu pozytywnym, rosnący popyt ze strony emerging markets zaowocuje zwyżką cen ropy. To samo nastąpi w wariancie pesymistycznym, przykładowo, gdy jaśminowa rewolucja przeniesie się z Libii do Arabii Saudyjskiej.”



Marc uważa, że 20-letnia bessa na rynku japońskich akcji dobiegła końca i czeka nas rynek byka zasilany środkami wycofywanymi z rynku obligacji.
!!! Prognozy Fabera są wyjątkowo trafne, szczególnie jak na osobę regularnie wypowiadającą się w mediach, jednak zanim pośpieszycie kupić japońskie akcje lub ETFy pamiętajcie, że Marc to inwestor naprawdę długoterminowy. Zwróćcie uwagę, w końcówce drugiego klipu mówi: “Of course we can have corrections and maybe the lows of III 2009 will be tested, but in the next ten years, I think you gonna make quite a lot of money out of japanese shares.”
Dołki z marca 2009 w przypadku Nikkei 225 leżą 33% poniżej obecnego kursu więc oprócz 10-letniego horyzontu inwestycji potrzebne są także solidne cojones ;)

Kategoria: video | Tagi: , , , , | Zostaw komentarz

Niemiecki iPad

Apple, Google i inne firmy z Doliny Krzemowej to ostatni bastion amerykańskiej innowacji. Gdyby nie one, zadłużona po uszy gospodarka Wuja Sama zaczęłaby się zsuwać po równi pochyłej. Co pewnie i tak się stanie bo czym Amerykanie mają konkurować, jeśli produkcję wszystkiego poza IT przenieśli do Azji, społeczeństwo osiągnęło średnią masę ciała na poziomie 150kg a wszystkie środki z budżetu wydawane są na bezsensowne wojny, ratowanie bankrutów i odsetki od zadłużenia.

W Europie sytuacja nie wygląda dużo lepiej: rozdęty socjal, starzejące się społeczeństwa, pękające w szwach systemy emerytalne oraz kryzys krajów peryferyjnych. Na szczęście Stary Kontynent ma swoją Silicon Valley, czyli niemiecką gospodarkę, która utrzymuje euro-statek na powierzchni i płaci rachunki utracjuszy z południa. Jakim cudem Niemcy są w stanie utrzymać konkurencyjność gospodarki, kiedy większość krajów rozwiniętych ciągle walczy z kryzysem? Przecież Niemcy nie narzekają na brak przywilejów socjalnych, nie są też znani z niewolniczej pracy w stylu Japończyków czy Chińczyków. Odpowiedź jest prosta – postawili na technikę i innowacje.

Postawili to być może złe słowo bo liderami w kwestiach technologicznych byli już przed wojną. Zeppeliny, U-boty, srebrne strzały Mercedesa, to tylko najbardziej znane przykłady. Tak jak zbudowana w 1936 roku z płyt betonowych autostrada, którą do Gliwic jeździliśmy jeszcze kilka lat temu :-o
Po wojnie nie oglądali się za siebie i dzięki postępowi technicznemu zostali trzecią gospodarką świata (niedawno Chińczycy zrzucli ich z podium).

Kraje wschodzące mogą kupić rozwiązania IT w USA, elektronikę użytkową we wschodniej Azji ale po resztę muszą udać się do Niemiec. Ciężkie maszyny budowlane, precyzyjne roboty, zaawansowany sprzęt medyczny, pociągi ICE no i oczywiście super samochody oraz równe jak stół autostrady. Wszystko najlepszej jakości, wyprodukowane z poszanowaniem dla środowiska.

Być może to stereotypowy obraz ale właśnie w ten sposób postrzegam Niemcy, przynajmniej w kwestiach technologicznych. Jednak dziś zobaczyłem na YouTube filmik, który zrobił na mnie nie mniejsze wrażenie niż świeżutki iPad 2. Sześciominutowa wycieczka po Szklanej Fabryce Volkswagena pokazuje, jak bardzo Niemcy prą do przodu i jak bardzo zostajemy w tyle. Transparent Factory ruszyła w 2002 roku, dziewięć lat później w Polsce mamy ‘żałobę narodową’ bo żerańskie FSO kończy produkcję bolidów Daewoo z logo Chevroleta…

Kategoria: video | Tagi: , , | Zostaw komentarz

iPad 2

Apple zaprezentował w San Francisco drugą wersję iPad’a. Na papierze parametry techniczne nie powalają na kolana, jednak Apple po raz kolejny pokazał, jak bardzo ważny jest user experience. Oficjalne video robi ogromne wrażenie, w dalszej części wpisu zamieściłem również pierwsze impresje serwisu Engadget oraz ciekawe infografiki.

Jako użytkownik nie korzystam z produktów Apple (jeszcze?), odstrasza mnie ich zamknięte podejście na zasadzie Wiemy najlepiej co dla ciebie dobre. Natomiast z punktu widzenia inwestora uważam Apple za fantastyczny biznes. Niestety nie mam akcji firmy z kalifornijskiego Cupertino i przy cenie $350 za walor oraz kapitalizacji na poziomie $320 miliardów (!!!) nie mogę się przekonać do ich zakupu, choć dobrze wiem, że lepiej zapłacić drogo za lidera i grać pod dalszy wzrost niż szukać ‘tanich okazji’. Poniższe grafiki doskonale ilustrują, że dla topowych firm jak Apple granice wzrostu praktycznie nie istnieją.

Pierwsza generacja iPada osiągnęła niebywały sukces…

sukces pierwszej generacji iPada

…i w styczniu 2010 wywindowała kurs na rekordowe poziomy. Czy można było liczyć na więcej ?

sukces pierwszej generacji iPada

Oczywiście! Czy to już koniec wzrostów? Nie wiem, ale nigdy nie grałbym na krótko przeciwko tej spółce!

sukces pierwszej generacji iPada

Konkurencja odpowiedziała na iPada 1, lecz wygląda na to, że znowu musi gonić lidera:

sukces pierwszej generacji iPada

iPad 2 – test na gorąco serwisu Engadget:

Kategoria: home | Tagi: , , | Zostaw komentarz

Michael Lewis – Irlandia, Grecja, Islandia

Michael LewisMichael Lewis to jeden z najlepszych dziennikarzy finansowych na świecie. Na początku kariery handlował obligacjami w Salomon Brothers więc wie o czym pisze. Kultura pieniądza i chciwość panujące na Wall Street nie przemawiały do Lewisa, który odnalazł swoje powołanie chwytając za pióro. Swoje doświadczenia z Salomon Brothers opisał w kultowym Liar’s Poker. W ciągu 20 lat napisał kilkanaście znakomitych książek poświęconych Wall Street i rynkom finansowym. Ostatnia z nich, opisująca pęknięcie bańki kredytowej – Big Short – trafiła na listę bestsellerów New York Timesa. Wyżej wymienione lektury polecam każdemu, natomiast klikając w link poniżej, możecie pobrać 3 świetne felietony opublikowane w Vanity Fair:

- When Irish Eyes are Crying,
- Beware of Greeks Bearing Bonds,
- Wall Street on the Tundra.

michael-lewis.zip [1,9 MB]

Artykuły traktują o zapaści gospodarek Irlandii, Grecji i Islandii. Oczywiście w temacie tym wylano już mnóstwo atramentu ale teksty Lewisa to inna bajka – nie ma w nich tabelek, wykresów ani akademickich rozważań. Jest za to solidna dziennikarska robota i zrozumiała dla każdego fabuła, którą czyta się z zapartym tchem niczym Dana Browna czy Stiga Larssona.

Kategoria: home | Tagi: , , , | Zostaw komentarz

Jim Rogers: Ceny surowców przebiją wszelkie oczekiwania

“Podczas silnej hossy ceny osiągają poziomy, których nikt sobie nie wyobrażał. Jestem bykiem i w pewnym momencie zamknę swoje pozycje a ceny zapewne podwoją się z tego poziomu. Podczas szaleństwa na Nasdaq cena Cisco wzrosła 100-krotnie, kto by się tego spodziewał? Takie rzeczy zdarzają się w końcowej fazie rynku byka i rynek surowców nie będzie wyjątkiem. Jednak do szczytu mamy jeszcze kilka lat.”

Jim Rogers, guru rynków surowcowych, zdradza swoje prognozy w rozmowie z dziennikarzem Bloomberg Hong Kong.

Kategoria: video | Tagi: , , , , | Zostaw komentarz

Jim Rogers w wywiadzie dla CNBC

Podczas pobytu w Hong Kongu Jim Jogers odwiedził także studio CNBC.

“Rządy na całym świecie drukują pieniądze. Co więcej, podaż wszelkich surowców kurczy się. Średni wiek farmera w niektórych stanach USA to 58 lat. Od 40 lat nie odkryto żadnego znaczącego złoża ropy. Deficyty będą coraz większe. Owszem, tymczasowe spadki cen mogą się zdarzyć, tak jak w 2008 roku. Ale w długim terminie surowcowa hossa nie jest zagrożona… Ceny płodów rolnych są znacznie poniżej swych historycznych maksimów i mają sporo miejsca na wzrost. Niektóre z nich są absurdalnie tanie, patrząc z perspektywy długoterminowej.”

Jim mówił również o nowym indeksie, który stworzył wspólnie z hiszpańskim bankiem Banco Bilbao i chińską grupą Citic. RGREI, czyli Rogers Global Resources Equity Index składa się z 200 spółek działających w 5 sub-sektorach rynku surowcowego: rolnictwo, leśnictwo, energia, energia alternatywna oraz metale i górnictwo. Fundusz umożliwiający ekspozycję na ten indeks pojawi się wkrótce. W tej chwili na rynku dostępne są ETNy pod marką ELEMENTS, oparte na indeksach surowców stworzonych przez Rogersa: RJA (fundusz rolny), RJN (surowce energetyczne), RJZ (metale) oraz RJI (mieszany).



Kategoria: video | Tagi: , , | Zostaw komentarz

T Boone Pickens o wpływie bliskowschodniej rewolucji na rynek ropy

T. Boone Pickens to amerykański inwestor, menedżer funduszu hedge i bywalec listy Forbes’a. Jest ekspertem w dziedzinie surowców energetycznych. W wywiadzie dla Bloomberga mówi o wpływie rewolucji na Bliskim Wschodzie na ceny ropy a także o planach zmniejszenia uzależnienia Stanów Zjednoczonych od czarnego złota.

Kategoria: video | Tagi: | Zostaw komentarz

Ciekawe wykresy historyczne i infografiki

ThumbCharts.com to znakomity serwis oferujący darmowe wykresy ważnych danych makroekonomicznych oraz historyczne ceny najważniejszych aktywów. Wiele wykresów składa się z dwóch lub więcej sprytnie nałożonych szeregów czasowych, dzięki czemu możemy w prosty i przyjemny sposób zbadać przeróżne zależności, np.:
- stosunek długu do PKB,
- relacja inflacji i cen złota,
- wartość S&P 500 wobec stopy bezrobocia, itd. itp.

Jeżeli potrzebnego wykresu/danych nie znaleźliście na ThumbCharts, możecie odwiedzić TheChartStore.com, który oferuje jeszcze więcej wykresów i wszelkiej maści szeregów czasowych, niestety, nie jest darmowy.

Ostatnia strona, którą chciałbym polecić to blog VisualizingEconomics.com. Jego autorka – Catherine Mulbrandon – jest ekonomistką a zarazem spełnia się jako grafik, tworząc bardzo ciekawe infografiki finansowe.

Kategoria: home | Tagi: | Zostaw komentarz

Jeszcze nigdy tak niewielu, nie zarobiło tak wiele, zarabiając tak niewiele, dla tak wielu

Temat był już wałkowany wielokrotnie, więc będę się streszczał. (pseudo)Reformę systemu emerytalnego widzę w 3 aspektach, z których niepokoi mnie tylko jeden – równia pochyła finansów publicznych.

1. GPW. Wpływ OFE na koniunkturę na warszawskiej giełdzie jest wg mnie przesadzony. W długim terminie poziom indeksów zależy wyłącznie od wyników finansowych spółek, fundusze emerytalne jedynie w krótkim okresie mogą napompować wyceny. Nawet jeśli OFE niejednokrotnie kupują polskie akcje z braku alternatywnych możliwości zainwestowania kapitału, to ich działania prędzej czy później spotkają się z podażą ze strony value investors, którzy na innych rynkach będą mogli znaleźć ten sam strumień przychodów za niższą cenę.

Analogicznie, jeśli reforma zmusi OFE do redukcji zakupów, to akcje na GPW nie spadną w przepaść a z ewentualnej przymusowej wyprzedaży chętnie skorzystają inni gracze, w tym ja. W tym kontekście reforma nie martwi mnie w ogóle, być może wręcz wykreuje nowe okazje.

2. Moja emerytura. Tu miałbym więcej powodów do obaw, gdyby nie to, że na emeryturę z I i II filaru położyłem krzyżyk. Nie, nie zamierzam zrezygnować ze starości pod palmami. Jednak nie liczę, iż potrzebne na to pieniądze dostanę z ZUSu czy funduszu emerytalnego!

Jeśli chodzi o ZUS, to wróżę tej instytucji bankructwo (z definicji – polskiemu rządowi również) – nie wiem kiedy to nastąpi ale na pewno przed rokiem 2043, gdy wypadnie moja kolej by przenieść się na Antiguę. W kwestii OFE też nie mam złudzeń. Twórcy tego systemu mieli zapewne szczytne intencje ale o tym, co z tego wyszło, Churchill powiedziałby: Jeszcze nigdy tak niewielu, nie zarobiło tak wiele, zarabiając tak niewiele, dla tak wielu!

Towarzystwa emerytalne to instytucje sprzedażowe, dla których inwestowanie to działalność uboczna. Moją intencją nie jest podważanie kompetencji zarządzających aktywami, bo nie mam się do czego przyczepić, jednak mają oni związane ręce a ich głównym zadaniem nie jest zarabianie pieniędzy lecz ochrona towarzystwa (nie emerytów!) przed ‘ryzykiem’. Mówiąc ‘ryzyko’ nie mam na myśli bezwzględnej utraty kapitału, bo przecież tym OFE się nie przejmują o ile tylko inne fundusze stracą tyle samo. Najważniejsze jest wszak równanie do benchmarku. Zarobek towarzystwa zależy głównie od wielkości zarządzanych aktywów, od których dostaje ono działkę na zasadzie czy się stoi czy się leży, opłata za zarządzanie się należy. Tym samym najważniejsi pracownicy PTE to nie spece od inwestycji lecz sprzedawcy i akwizytorzy!

3. Donald Gierek. Co martwi mnie najbardziej to fakt, iż liberalny rząd, do którego wyboru się przyczyniłem, postanowił prowadzić skrajnie populistyczną politykę, prowadzącą Polskę nad skraj przepaści. Premier Tusk uczy się od najlepszych w tym fachu, czerpiąc po trochu z Hugo Chaveza, Baracka Obamy i Viktora Orbana. Na krajowym podwórku doradza mu ekspert Bielecki, były liberał, obecnie zagorzały etatysta i miłośnik tworzenia narodowych czempionów. Bijący na alarm ekonomiści, wśród których znaleźli się m. in. Leszek Balcerowicz i Krzysztof Rybiński (autor porównania Tuska do Gierka), są najłagodniej mówiąc, ignorowani. Co to ma wspólnego z pseudo-reformą OFE ?

Ano to, że polityka życia na kredyt, miraż zielonej wyspy na czerwonej mapie Europy i zaniechanie reformy finansów publicznych doprowadziło owe finanse do stanu przedzawałowego. Można by je uzdrowić kilkoma szybkimi, bolesnymi cięciami ale przecież przed wyborami socjal należy się każdemu, kto się o niego głośno upomni, w nierentowne kopalnie należy wpompować tyle pieniędzy ile UE pozwoli (nie mam nic do kopalni – inwestuję w Bogdankę) a już za rok wielkie igrzyska, na które zafundowaliśmy sobie koloseum za kilka miliardów (zlokalizowany 2km dalej, zmodernizowany stadion Legii nie nadawał się dla naszych orłów). Pieniądze jednak trzeba było gdzieś znaleźć, na cel wzięto więc wydatki na infrastrukturę (bez dróg i szybkich kolei z pewnością osiągniemy szybki wzrost, dzięki któremu rząd chce w przyszłości zrównoważyć budżet) a także sięgnięto do kieszeni emerytów.

Oczywiście rząd nie zabiera naszych pieniędzy zgromadzonych w II filarze a jedynie ‘pożycza’. Choć pożyczka to chyba nie najlepsze słowo w sytuacji, gdy głównym celem całej operacji jest to, by te ‘pożyczone’ środki nie figurowały jako zobowiązanie rządu! Nie rozumiesz? To proste – pożyczasz mi 100 pln i jesteś posiadaczem należności w wysokości 100 pln, w tym samym czasie ja nie mam żadnego długu. Twoje pieniądze z małym procentem odda Ci w moim imieniu Zuza Zuśnicka, o ile w międzyczasie nie wykorkuje. Hokus pokus lub jak mówią inni, kreatywna księgowość. Na szczeblu rządowym to zupełnie legalne.

Jak już mówiłem, nie liczę, że Zuza Zuśnicka kupi mi bilet na Karaiby. Być może wystarczy na chleb z masłem, może nie dostanę nic, nie dbam o to. Ale dlaczego rząd, mieniący się liberalnym, funduje nam spiralę zadłużenia z której jedynym wyjściem będzie bankructwo?

Przesadzam? Być może. Przecież P w PIIGS to nie Polska, do 14 bilionowego zadłużenia USA czy też 200% PKB jak w Japonii ciągle nam daleko. Ale kierunek jaki obraliśmy powinien być czytelny dla wszystkich. Z mojej perspektywy to równia pochyła :(

Kategoria: home | Tagi: , , | Comments Off

Kryzys w strefie Euro

Ciekawy materiał Paula Solmana z telewizji PBS o kryzysie w krajach PIIGS. 9-minutowy klip zwięźle i przystępnie tłumaczy w jaki sposób strefa Euro znalazła się w stanie przedzawałowym.

Kategoria: video | Tagi: , , , | Zostaw komentarz

Ile warte są rekomendacje?

Ile warte są giełdowe rekomendacje ?

To pytanie słyszę bardzo często i aż prosi się o krótką, zwięzłą odpowiedź: nie są warte papieru, na którym je wydrukowano (zapewne dlatego wydaje się je teraz w PDFach). Czy sugeruję, że analitycy to lenie i nieudacznicy? W żadnym wypadku. Co zatem sprawia, że kierując się rekomendacjami nie jesteśmy w stanie uzyskać przewagi nad rynkiem ?

Na poziomie abstrakcyjnym odpowiedź jest prosta: rekomendacje dostępne są dla wszystkich (z większym lub mniejszym opóźnieniem) a skoro wszyscy dysponują jednakową, ogólnodostępną wiedzą to informacje te są już zawarte w cenach akcji. Moją intencją nie jest jednak teoretyzowanie na temat efektywności rynku. Uważam natomiast, że rekomendacje wystawiane w taki sposób jak dziś robi to większość biur maklerskich, są na tyle kiepskie, że byłyby bezwartościowe nawet wtedy, gdyby krąg ich odbiorców był bardzo ograniczony. Dlaczego?

Po pierwsze, rynek kapitałowy (szczególnie polski) jest tak zorganizowany, że biznes się kręci, gdy rośnie szeroki rynek akcji. Większość instytucji zarabia w czasie hossy i zaciska pasa w czasie bessy. Analitycy wystawiający rekomendacje, pracując w epicentrum tego rynku, wyraźnie preferują zalecenia ‘kupuj’ niż ‘sprzedaj’. Budują w ten sposób rynkowy optymizm i dolewają wodę do rzeki, po której płynie łódź ich pracodawcy.

Po drugie, analitycy, tak jak ‘zwykli inwestorzy’, to tylko ludzie, którymi rządzą te same emocje – chciwość i strach. Powoduje to, iż najwięcej rekomendacji ‘kupuj’ pojawia się w okolicach szczytu hossy zaś najwięcej ‘sprzedaj’ – w pobliżu dołka bessy.

Możecie w tym momencie zaprotestować: Czy rekomendacje nie powinny być odzwierciedleniem rzeczywistej wartości spółki, niezależnej od bieżących nastrojów rynku czy też nacisków szefa sprzedaży ?

Zapewne tak, obawiam się jednak, że obiektywna wycena spółki, rozumiana jako podanie konkretnej wartości jej akcji jest po prostu niemożliwe! Oczywiście istnieje wiele sformalizowanych modeli wyceny i analitycy dobrze je znają, niektórzy potrafią wycenić firmę dziesięcioma metodami. Tylko primo, co zrobić z dziesięcioma różnym wynikami (uśrednić ? bez żartów!), secundo, do większości modeli możemy wprowadzić niezliczone ilości danych a i tak końcowa wartość będzie zależała od uznaniowego parametru, za pomocą którego, analityk może zakończyć proces wyceny na dowolnym poziomie. Przykładowo, w metodzie DCF wystarczy niewielka modyfikacja stopy dyskontowej, w metodzie porównawczej wszystko zależy od doboru spółek do porównania.

I tu dochodzimy do sedna problemu. O ile w inwestowaniu liczy się bezwzględny zwrot z inwestycji to przy tworzeniu analiz i rekomendacji ważniejszy jest hit-rate. Krótko mówiąc chodzi o to, by jak najczęściej mieć rację. Nawet jeśli trafność nie wpływa bezpośrednio na zarobki analityka to z pewnością pomaga budować jego markę na rynku. Koncentracja na hit-rate zabija kreatywność analityka i wypacza proces wyceny – zamiast poszukiwać prawdziwej wartości, jakkolwiek rozumianej, premiowana jest ekstrapolacja bieżących trendów.

Jeżeli cena akcji spadła w ostatnim półroczu z 90 do 70, rekomendacja ‘sprzedaj’ z poziomem docelowym 55 ma duże szanse ‘trafienia’. Kurs wzrósł z 200 do 260 przy rosnącym indeksie? Aż się prosi o wycenę na poziomie 300, prawdopodobieństwo, że obecny trend wyniesie tam spółkę jest bardzo duże. A to, że po osiągnięciu tego pułapu poszybuje ona do 1000 lub spadnie do 20 to już inna bajka. Wyceniając spółkę zbyt daleko od kursu z ostatniej sesji analityk podejmuje zbędne ryzyko. Ryzykuje, że ‘nie trafi’.

Kolejna kwestia. Analitycy często specjalizują się w konkretnych segmentach rynku, np. w bankach czy spółkach deweloperskich. Bywają jednak okresy, kiedy całe sektory ogarnia kryzys i wszystkim spółkom należałaby się rekomendacja sprzedaj. Ale nie tego oczekuje się od twórców rekomendacji, coś na pewno ‘da się kupić’! Taka presja sprawia, że analityk wydaje zalecenie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Być może faktycznie jest w stanie wyłuskać najlepszą spółkę z danej grupy ale to za mało by inwestycja przyniosła bezwzględny zysk.

Na szczęście nie wszystko stracone, analizy biur maklerskich zawierają sporo bardzo użytecznej wiedzy. Analityk zajmujący się spółką X wie o niej znacznie więcej ode mnie, szczególnie w początkowej fazie badań, gdy firma dopiero trafiła na mój radar. Studiując rekomendację niejednokrotnie trafiam na informacje, które pominąłbym nie mając do nich dostępu. Znajduję tam gotowe zestawy danych o spółce i jej otoczeniu rynkowym, których samodzielne zgromadzenie byłoby bardzo pracochłonne. Z tych powodów warto czytać rekomendacje! Ale pogląd na temat wartości spółki i jej perspektyw musicie koniecznie wyrobić sobie sami a w żadnym wypadku nie powinniście podejmować decyzji inwestycyjnych na podstawie skondensowanych zaleceń sprzedaj, trzymaj czy kupuj.

Kategoria: home | Tagi: , | Zostaw komentarz