3 lekcje z dzisiejszej sesji na Wall Street

2014-08-15-peter-tuchmanOtwarta tydzień temu długa pozycja na Nasdaq spisuje się znakomicie. Jeśli zamknie się stop-loss’em na poziomie 3939, zarobi $4040. Papierowy zysk wg. cen zamknięcia – 3984, wynosi $5840. Pozycja ta jest kwintesencją mojego podejścia do rynku, które sprawdziło się znakomicie w świetle zdarzeń zarówno dzisiejszych jak i w minionych tygodniach.

Prześledźmy zatem co wydarzyło się dziś na rynkach i jakie wnioski z tego płyną. Szczególnie polecam punkt #3 odnośnie kupowania najsilniejszych (sprzedawania najsłabszych) indeksów/instrumentów.

1. Po pierwsze, w wątku pozycji napisałemDobór właściwego poziomu (stop-loss’a) to bardziej sztuka niż ścisła nauka. Podniosłem SL pod czwartkowe minimum na 3939 i z niedowierzaniem patrzyłem jak byki tratują niedźwiedzie, ciągnąc indeks na maksima pięcioletniej hossy – 3994. Około 16:30 z odsieczą przyszedł über-niedźwiedź Putin, a konkretnie informacja, że rosyjskie transportery opancerzone wjechały na Ukrainę po czym zostały ostrzelane/zniszczone przez tamtejszą armię. Po raz pierwszy zapachniało wojną przez duże W.

Reakcja rynku była natychmiastowa i w nieco ponad godzinę Nasdaq spadł o 47 pkt. do poziomu 3947, zatrzymując się zaledwie 8 pkt. ponad moim stop-loss’em. Wniosek z tego taki, że nie ważne czy sztuka czy nauka, czasami trzeba mieć trochę szczęścia, wszak skoro indeks gwałtownie zanurkował o blisko 50 punktów, równie dobrze mógł spaść o 60 czy 70 i zakończyć moją przygodą z tą pozycją. Brzmi to jak banał ale prawda jest taka, że ani wieloletnie doświadczenie tradera ani wyrafinowany system transakcyjny nie daje gwarancji postawienia stop-loss’a w dobrym miejscu. Gwałtowna i emocjonalna reakcja rynku zawsze może zaknąć naszą pozycję w najmniej odpowiednim miejscu. Kiedyś zapewne przytrafi się ta paskudna sytuacja, kiedy rynek spadnie dokładnie do poziomu mojego SL, zamknie moją pozycję i ochoczo ruszy do góry. Dzisiaj mi się upiekło (choć fakt, że inwestowałem w najsilniejsze kontrakty z pewnością pomógł szczęściu – patrz punkt #3).

2. Po drugie temat, który przewijał się na tym blogu wielokrotnie (i był okazją do kilku zyskownych transakcji, w tym obecnej długie pozycji). A mianowicie silny rynek byka nie kończy się pod wpływem geopolitycznych wstrząsów na drugiej półkuli. Hossa na Wall Street trwa już 5 lat, zewsząd słychać głosy, że czas na korektę, że to bańka, że to szaleństwo skończy się jak Fed zakręci kurek itd. I zapewne prędzej czy później niedźwiedzie pokażą pazury. Ale dużo bardziej prawdopodobne jest, że fala wzrostowa załamie się pod własnym ciężarem, gdy na rynku pojawi się nadmierny optymizm, gdy inwestorzy będę przelewarowani bądź wyschnie płynność na rynku kredytowym aniżeli nastąpi to na skutek walk o piędź ziemi, której większość Amerykanów nie potrafi wskazać na mapie.

Makiaweliczne poczynania Putina na Ukrainie nie tylko nie są w stanie wykoleić hossy na Wall Street ale wręcz stwarzają świetne okazje do kupna. W tym roku byliśmy świadkami kilku dynamicznych, lecz niezbyt głębokich mini-korekt na głównych indeksach na skutek eskalacji napięcia na wschodzie. Za każdym razem rynki szybko odrabiały straty i ustanawiały nowe rekordy. Podobnie było dzisiaj, a przynajmniej tak to wygląda z perspektywy piątkowego zamknięcia (w poniedziałek może to wyglądać inaczej ale o tym zadecyduje Władimir). Byki odrobiły większość strat a Nasdaq zamknął się na poziomie 3984 – 10 pkt. do maksimów sesji/hossy wobec 37 pkt. do intraday’owych dołków.

Czy konflikt na Ukrainie może poważniej wstrząsnąć rynkami? Zapewne tak, ale musiałaby wybuchnąć wojna przez duże W. Taka, w której Rosjanie nie bawią się już w grę pozorów, kończą cyniczną i groteskową grę propagandową, wysyłają do akcji myśliwce, rakiety oraz drony i strzelają do Ukraińców jak do kaczek, tak jak Amerykanie strzelali do armii Saddama Husajna. Na ile taki scenariusz jest prawdopodobny niech każdy odpowie sobie sam.

3. Wreszcie po trzecie lub jak kto woli last but not least. Mając do dyspozycji kilka skorelowanych indeksów czy instrumentów ZAWSZE należy inwestować w najsilniejszy z nich. Jest to dość trudne od strony mentalnej gdyż często oznacza po prostu kupowanie tego co w ostatnich dniach najbardziej wzrosło (lub najmniej spadło) a każdy normalnie myślący człowiek woli kupować tanio niż drogo. Trading jednak nie jest dla zdrowo myślących ludzi ;) Tu trzeba odrzucić pojęcie drogi/tani i myśleć wyłącznie w kategoriach silny/słaby. Prześledźmy to na przykładzie Nasdaq, S&P 500 i DAX.

Otwierając pozycję w ubiegły piątek wybrałem Nasdaq-100 bo wydawał się najsilniejszy; S&P 500 zachowywał się nieco słabiej zaś niemiecki DAX wyraźnie odstawał od swoich amerykańskich rywali. Jak sobie poradziły w tym tygodniu? Oto stopy zwrotu od dołka fali spadkowej w ubiegły piątek do dzisiejszego zamknięcia:

Nasdaq  +4,1%
S&P 500 +3,3%
DAX +2,6%

Podobnie wygląda to w skali intraday – weźmy dla przykładu dzisiejszą sesję i procent spadków jaki byki odrobiły po negatywnych depeszach z Ukrainy (close-low)/(high-low):

Nasdaq  79%
S&P 500 63%
DAX 32%

Słabsze indeksy nie tylko kończą dany okres z gorszą stopą zwrotu ale też są bardziej dynamicznie wyprzedawane. Zauważcie, że dla mojej długiej pozycji podniosłem poziom SL pod wczorajsze minimum i tylko Nasdaq nie zszedł poniżej tego poziomu. Wyprzedaż na S&P zepchnęła go chwilowo poniżej czwartkowych dołków podczas gdy w przypadku DAX emocjonalna przecena pociągnęła go poniżej minimów wszystkich sesji tego tygodnia!

Jest zatem oczywiste, że najlepszą inwestycją było kupno ‚najdroższego’ Nasdaq a najgorszą, kupno ‚najtańszego’, najbardziej przecenionego DAX. Pamiętajcie, że trading to nie racjonalne inwestycje Warren Buffetta w wartość lecz gra na emocjach i wykorzystywanie odruchów stadnych. Nawet jeśli są to stada nieświadomych baranów, musicie wybrać to, które biegnie najszybciej!

Udostępnij na: