Hossa w USA – bańka czy nie?

bańka spekulacyjnaDziś będzie głównie o giełdach amerykańskich. A konkretniej o tym, czy mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Jeszcze niedawno powiedziałbym, że nie. Owszem, wyceny są wysokie ale do bańki daleko. Jednak ostatnie zachowanie indeksów, skłania mnie do refleksji, bowiem wykres Nasdaq coraz bardziej przypomina hiperbolę. Dla jasności, piszę to mając otwartą długą pozycję w kontrakcie na Nasdaq-100. Ale po kolei.

2014-02-14-wyceny-nasdaqWyceny. Jako trader generalnie nie zaprzątam sobie tym głowy, zgodnie z zasadą, że drogie spółki mogą być jeszcze droższe a tanie, zawsze mogą być tańsze. Niemniej przytoczę taką tabelkę jako ciekawostkę. Klasyczne mnożniki zaczynają przypominać te z roku 2000. Jednocześnie pieniądze płyną głównie do dużych spółek z wielomiliardową kapitalizacją – znanych na całym świecie perełek amerykańskiej innowacji. Amazon, Netflix, Facebook czy Twitter przekonały inwestorów, że w przyszłości poprawią wyniki mniej więcej 10-krotnie. Z drugiej strony, 14 lat temu wystarczyło dodać .com do nazwy firmy, choćby była producentem butów, by zostać królem parkietu. Dziś nic takiego nie ma miejsca, nie widać owczego pędu.

Da się natomiast zaobserwować nadmiar pieniądza, który szuka płynnych inwestycji. Fakt, że Nasdaq jest najsilniejszym z amerykańskich indeksów a jednocześnie jest ciągnięty do góry przez grupę modnych spółek, takich jak Facebook, Apple czy Tesla, utwierdza mnie w przekonaniu, że większość funduszy hedgingowych inwestuje w to… w co inwestują inne fundusze, bo nie chcą odstawać od benchmarków. Pobierający sowite opłaty za zarządzanie menedżerowie inwestują głównie w spółki o których najczęściej mówi się na CNBC ;) Gdy trend się odwróci, będą się tratować szukając wyjścia.

Podsumowując: Wyceny ‚nudnych’ spółek, od Microsoftu przez Johnson & Johnson do Coca-Coli, choć nie są super atrakcyjne, to z pewnością nie są oderwane od rzeczywistości. Warren Buffett zapewne nie sprzedaje. Istnieje natomiast grupa firm – nazwijmy ją ‚hot tech’ – gdzie pachnie już bańką. Obok ultra-wysokich mnożników charakteryzują się niepokojąco dużą koncentracją inwestorów.

2014-02-14-korekty-sp500Głębsza korekta się należy. Tak twierdzi wielu ‚ekspertów’ ale przede wszystkim Ci inwestorzy, którym ‚odjechał pociąg’, a że nie potrafią kupować przy szczytach to od kilku lat są poza rynkiem. I rzeczywiście – patrząc na wykres trudno nie oprzeć się wrażeniu, że najwyższy czas na większe spadki.

400 dni bez korektyJednak dane historyczne mówią coś zupełnie innego – spójrzcie na załączony wykres, który pokazuje ilość dni od czasu ostatniej 10% korekty [dla MSCI World Index]. Obecna fala hossy trwa nieprzerwanie od ponad 400 dni ale historia pokazuje, że może potrwać znacznie dłużej – nawet 1600 dni !!

Co więcej, jeśli próg korekty podniesiemy z 10% do 20% to okaże się, że obecna zwyżka trwa nieprzerwanie od 9 marca 2009, czyli do dnia dzisiejszego 1803 dni. Ale to nic w porównaniu z rekordowym okresem pomiędzy 4 XII 1987 (tuż po czarnym poniedziałku) a 24 III 2000 (pęknięcie bańki internetowej) – zwyżka s&p500 trwała wtedy 4494 dni !! Byłem w szoku, kiedy o tym przeczytałem, ale sprawdziłem, zgadza się – przez blisko 13 lat s&p500 nie zaliczył spadku o 20%. Nawet kryzys azjatycki i bankructwo Rosji w 1998 nie zdołały przekroczyć tej bariery. Stopa zwrotu wyniosła w tym okresie 455%.

W latach 1949-1956 oraz 1974-1980 fale zwyżkowe trwały odpowiednio 2607 i 2248 dni.

Wniosek z tego jest tyleż oczywisty co bolesny dla łapaczy szczytów, kupujących na korektach i innych niedźwiedziowatych – nie da się przewidzieć jak długo będzie trwała hossa ani też jak wysoko zawędrują indeksy. Historia pokazuje, że wzrosty mogą się skończyć równie dobrze w tym tygodniu jak i za 8 lat. Jednocześnie zdanie „najwyższy czas na korektę” jest z definicji błędne. Tak samo jak stwierdzenie „no teraz to już musi spaść”. Nie musi. Rynek nic nie musi, niezależnie jak absurdalne wydaje nam się jego zachowanie, jak bardzo ‚wykupione’ są wskaźniki analizy technicznej, jak bardzo wyśrubowane mnożniki P/E i ilu guru przepowiada bessę na CNBC.

Sentyment i narracja. Prawdziwa bańka tym różni się od zwykłej hossy, że towarzyszy jej ‚story’ lub też jak mówią niektórzy – narracja, która rozpala wyobraźnię inwestorów do tego stopnia, że kupują niezależnie od ceny, kreśląc hiperbolę na wykresie. Na przełomie wieków był to internet, który miał zmienić świat. Siedem lat później – nieruchomości. Wiadomo, zasoby ziemi ograniczone, ludzi coraz więcej – musi iść ciągle w górę. Ostatnią narracją był dodruk pieniądza i upadek walut papierowych – hossa na rynku srebra, złota i bitcoina. Taka narracja wcale nie musi być błędna – wszak internet faktycznie zmienił świat a nieruchomości, być może, są skazane na długoterminowe wzrosty. Ważne jest to, że ‚story’ uwodzi zbyt wielu inwestorów w zbyt krótkim czasie, i sprawia, że zdrowy rozsądek zastępują słynnym „this time is different!

Tak czy inaczej na dzień dzisiejszy takiej narracji dla rynków giełdowych nie widzę. Wręcz przeciwnie, gadające głowy na CNBC raz po raz wróżą bessę próbując zdobyć sławę tego, który przepowiedział kryzys. W internecie i prasie drukowanej podobnie. Krzysztof Rybiński – polski permabear, mimo straty ponad 50% kapitału, trzyma się mocno.

Krótko mówiąc, sentyment rynkowy z pewnością nie jest hurra-optymistyczny, nawet nie wiem czy określiłbym go jako pozytywny. Trauma bessy z roku 2008 jest w inwestorach na tyle silna, że ciągle szukają zagrożeń dla wzrostów a tymczasem rynek ‚wspina się po ścianie strachu‚.

Trwający już 5 lat rynek byka jest powszechnie określany jako “The Most Hated Rally in Wall Street History” – tym razem nie tylko inwestorzy indywidualni ale też wiele funduszy hedgingowych nie zdążyło wsiąść do pociągu na północ. W latach 2009-2011 nie wierzyli w hossę. Później chcieli kupić na korekcie, której nie było.

Podsumowując: W kategorii giełdowych nastrojów bańki jeszcze nie ma.

Hiperbola. O ile kwestie wyceny czy sentymentu są na tyle płynne i subiektywne, że nie sposób jednoznacznie stwierdzić czy hossa nosi znamiona bańki, o tyle hiperbola na wykresie jest jej ewidentnym dowodem. Każda rasowa bańka kończy się dynamiczną, pionową zwyżką notowań. Tak było w przypadku tulipomanii w 1637, na GPW w 1994, na Nasdaq w 2000, na srebrze w 2011, na bitcoinie w 2013 i w wielu innych przypadkach.

Czy na wykresach amerykańskich indeksów widać już hiperbolę? Nie. Tzn. chyba nie… Bo poniższy wykres dał mi sporo do myślenia.

Nasdaq 100, wykres miesięczny za ostatnie 13 lat:

Nasdaq 100 13 lat

Wygląda jak hiperbola/bańka, czyż nie? Niech każdy oceni samodzielnie. Jednak zostawmy dywagacje nad tym medialnym pytaniem prasie finansowej. Dla mnie jako tradera, bardziej liczą się następujące, praktyczne konkluzje:

1. Bańka czy nie, długa pozycja jest jedyną słuszną. Jeśli to bańka, wzrosty mają się ku końcowi ale mogą być bardzo dynamiczne i zyskowne. Oczywiście utrzymanie się na rynku nie będzie łatwe – przy prawej krawędzi hiperboli dynamiczne, emocjonalne zwyżki przeplatane są jeszcze gwałtowniejszymi korektami. Zbyt blisko ustawiony stop-loss wyrzuci nas z gry bez szansy powrotu. Zbyt szeroki i większość papierowych zysków wyparuje.

2. Bańka czy nie, krótkie pozycje to samobójstwo. Jeśli to bańka, wzrosty nie potrwają już długo ale to nie powód by przedwcześnie otwierać krótkie pozycje. Dynamika zwyżki może być zabójcza. A jeśli to ‚zwykła hossa’ to, jak pokazałem kilka akapitów wyżej, może trwać jeszcze wiele, wiele miesięcy. Kto myśli, że obecne zwyżki są nieracjonalne a kursy akcji przewartościowane… może mieć rację! Ale niech pamięta maksymę:

Markets can remain irrational longer than you can remain solvent.

Udostępnij na: