Inwazja = nowe rekordy indeksów

Sankcje kontra PutinOstatnie 2 sesje to właściwie kalka sytuacji sprzed dwóch tygodni (obszernie to skomentowałem w tym poście i gorąco polecam jego powtórną lekturę). W dużym skrócie: eskalacja na wschodzie -> płytka korekta -> okazja do kupna -> kontynuacja trendu wzrostowego -> nowe maksima trendu.

Schemat ten powtarzał się w tym roku już wielokrotnie. Każde zaognienie sytuacji na Ukrainie było przyczyną spadków na giełdzie. Każde było okazją do kupna. Wreszcie każde kolejne wpływało na rynek w coraz to mniejszym stopniu. Inwestorzy oswoili się z tematem lub po prostu zrozumieli, że wstrząsy geopolityczne, choć dramatyczne i krwawe w wymiarze lokalnym, w perspektywie globalnej nie wpływają na zyski Facebooka, Apple, Amazona czy Coca-Coli (nawet jeśli służby sanitarne Federacji Rosyjskiej znajdą w tej ostatniej trujące składniki!).

Co ważniejsze, i będę to powtarzał do znudzenia, to konieczność inwestowania w najsilniejsze indeksy/instrumenty gdy gramy po długiej stronie rynku, oraz stawiania na najsłabsze, gdy sprzedajemy na krótko. Już w poście sprzed 2 tygodni (punkt #3) pokazałem, że najmocniejsze indeksy nie tylko najszybciej pną się w górę ale także są bardziej odporne na korekty. Zobaczmy zatem jak zareagowały poszczególne giełdy, gdy w nagłówkach agencji prasowych pojawiło się słowo inwazja (na Nowoazowsk):

1. Moskwa (etf RSX) -3,5% /-1,7%
2. Warszawa (Wig20) -2,5% / 0,5%
3. Frankfurt (DAX)  -1,5% / 0,6%
4. S&P 500          -0,5% / 0,7%
5. Nasdaq           -0,4% / 0,7%

Pierwsza liczba pokazuje ‚o ile spadło’ (różnica między czwartkowym minimum a środowym zamknięciem). Druga liczba pokazuje ile procent odrobił dany indeks po opdanięciu emocji (różnica między piątkowym zamknięciem a czwartkowym minimum). Jak widać akcje rosyjskie zostały w czwartek najbardziej przecenione w piątek zaś pogłębiły przecenę.

Akcje polskie i niemieckie zanotowały nieco mniejsze straty po czym w piątek zanotowały słabiutkie odbicie. Natomiast indeksy Wall Street na wieści z Ukrainy zareagowały w czwartek kosmetycznymi spadkami by już w piątek zamknąć się na historycznych maksimach w przypadku S&P 500 oraz na najwyższym poziomie od 14 lat w przypadku Nasdaq.

Lekcja z powyższych akapitów to dla mnie swoisty święty graal tradingu – zawsze stawiaj na najszybszego konia / kupuj najsilniejszy indeks. Inwestowanie w wartość zostaw Warrenowi Buffettowi. Nie kupuj słabeuszy w nadziei, że nadgonią peleton – nadzieja, to kiepska strategia. Koń, który zostaje z tyłu na pierwszym okrążeniu, na mecie będzie najprawdopodobniej zdublowany. Oczywiście najszybszy rumak prędzej czy później się zmęczy, może nawet padnie bez ruchu, jednak nie da się przewidzieć kiedy. Tak samo jak nie jesteśmy w stanie przewidzieć końca fali wzrostowej i złapać szczytu.

Znam wielu inwestorów, którzy od kilku lat z uporem maniaka stawiają na wzrost Wigu20, argumentując – już najwyższy czas byśmy nadrobili dystans do Wall Street. Być może kiedyś go nadrobimy, jednak póki co, taka strategia to źródło stresu, frustracji i siwych włosów na głowie. ‚Eksperci’ z mediów finansowych przekonują natomiast, że rynkowy ogier biegnie na dopingu banków centralnych i lada moment wyzionie ducha – być może. Ale skoro biegnie już 5 lat, i to co raz szybciej i szybciej, zaskakując wszystkich swoją staminą, to równie dobrze może wytrzymać jeszcze rok, dwa lub trzy, czyż nie?

Oczywiście kupowanie indeksów, które najsilniej wzrosły w ostatnich tygodniach i sprzedawanie na krótko tych, które najmnocniej spadły, jest totalnie sprzeczne z intuicją, niektórzy powiedzą wręcz, że nieracjonalne. Przede wszystkim jest niezwykle trudne z psychologicznego punktu widzenia. Należy jedak odróżnić trading od inwestycji – to dwa zupełnie różne światy i wyzbyć się myślenia w kategoriach drogi / tani czy też przewartościowany / niedowartościowany.

Po tej dawce rynkowych mądrości pozostaje mi zadać samokrytyczne lecz retoryczne pytanie odnośnie mojej długiej pozycji w Nasdaq – dlaczego, widząc siłę obozu byków, nie powiększyłem jej i nie dokupiłem kolejnego kontraktu ?!

Na koniec dwie ciekawostki. Pierwsza, to zanik zmienności na amerykańskich giełdach. Gdy u nas biją werble wojenne, tygodniowy zakres wahań Nasdaqa to 38 punktów – mniej niż 1%! To nie pomyłka, mówię o zakresie tygodniowym! Nie podejmuję się komentować tej kwestii, gdyż sam jestem nią mocno zaskoczony ;-o

Druga, to porównanie wydarzeń z ubiegłego czwartku z tymi na początku marca (wpis pt. ‚Ukraińska lekcja’) – pamiętacie jeszcze, ile traciły wtedy indeksy? Mimo znacznie mniejszej skali konfliktu (perspektywa czasu robi swoje!) moskiewski RTS zniżkował jednego dnia ponad 12%, wig20 spadł o 5% zaś nasdaq osunął się ‚aż’ o 1,6%.

Udostępnij na: