Krok do przodu, krok do tyłu

2015-05-30-logoKurczowe trzymanie się planu by opisywać tylko najciekawsze i najbardziej zyskowne transakcje zaowocowało… brakiem wpisów przez ostatnie 4 miesiące. O ile 2015 rozpocząłem z przytupem o tyle późniejszy handel był zupełnie niespektakularny – krok do przodu, krok do tyłu, stop-loss z niewielkim zyskiem, stop-loss z niewielką stratą – krótko mówiąc mielenie prowizji dla brokerów :)

Fakt, że indeksy na Wall Street straciły dużo ze swej dynamiki i zaczęły zygzakować jest pewnym usprawiedliwieniem, lecz nie pocieszeniem. O giełdzie w Warszawie nawet nie wspomnę bo tu marazm jak się patrzy – WIG20 kolejny rok ‚pilnuje’ poziomu 2400. Oczywiście było sporo okazji w sektorze mniejszych spółek ale żadnej większej fali na walorach z mWIG40 czy sWIG80 nie udało mi się złapać. Na rynkach globalnych furorę robią Chińczycy, jednak nie udało mi się wskoczyć do tego pociągu i (nie bez wahania) postanowiłem ten rynek odpuścić.

Podwojenie portfela w 20 minut a potem 4 miesiące płaskiej equity line to cenna lekcja, pokazująca jak trudno znaleźć edge na parkiecie, a może raczej – ciężko znajdować go regularnie. W dyskusji o efektywności rynków prawda leży pośrodku – co jakiś czas pojawiają się znaczące dyslokacje, wybicia i załamania – okazje dla tradera do szybkiego i dużego zarobku. Jednak przez większość czasu rynki zachowują się całkiem efektywnie i zarabianie jest trudne.

Przypomina to trochę kręcenie filmów przyrodniczych w afrykańskim buszu. By uzyskać spektakularne ujęcie trzeba spędzić wiele tygodni w zaroślach, trzymając palec na spuście migawki, cierpliwie znosząc falstarty i niepowodzenia. W moim tradingu regularnie naciskam spust, otwieram pozycję licząc na ustrzelenie grubego zwierza, po czym okazuje się, że to tylko myszka przebiegła przez zarośla i muszę zamknąć pozycje ze stratą. Cała sztuka polega na tym aby te straty minimalizować i tak zarządzać ryzykiem, by ciągle mieć ekspozycję na wzrosty a zarazem nie oddać zbyt dużo kapitału podczas kolejnych nieudanych prób.

W tym kontekście jestem dość zadowolony ze swoich transakcji bo przez 4 miesiące wielokrotnie znajdowałem się w sytuacji, w której otwierałem znaczące pozycje a stop-loss szybko wędrował na break-even. Co prawda za każdym razem kończyło się na wykonaniu stop-lossa i zamknięciu pozycji ale prędzej czy później rynek ruszy w moją stronę i na equity line zanotuję wyskok w górę. Krótko mówiąc, martw się o straty a zyski pojawią się same.

Udostępnij na: