Najlepsze książki o tradingu

W tym poście zamieszczam subiektywne zestawienie najlepszych książek o rynkach i spekulacji. Poniższe tytuły ukształtowały mój styl handlu – gra z trendem w średnim terminie, kupowanie siły i sprzedawanie słabości.

trading books

 

Co ciekawe, wszystkie tytuły mają już swoje lata a w komentarzach na Amazonie pojawiają się czasem niskie oceny z komentarzem typu: książka stara i nieaktualna. Traktuję je z politowaniem.

Bo największą zaletą tych książek jest ich ponadczasowa mądrość, ba geniusz! Owszem, technologia pędzi naprzód i dziś możemy spekulować na dowolnym rynku świata, siedząc w fotelu z tabletem na kolanach. Ale leżąca u podstaw giełdowych trendów psychologia jest ciągle ta sama.

Początkujący inwestorzy mogą być zaskoczeni skalą wzrostów, dynamiką spadków, interwencjami banków centralnych, giełdowymi przekrętami itp. Ale jeśli przeczytacie te książki, zobaczycie, że tak naprawdę wszystko już było. Te same historie i schematy powtarzają się od dzisiątek lat, z tym, że dziś rozgrywa się to online w towarzystwie algorytmów hft.

Jak mawiał bohater Reminiscencji: There is nothing new in Wall Street. There can’t be because speculation is as old as the hills. Whatever happens in the stock market today has happened before and will happen again.


Jack Schwager: Market Wizards. Seria składa się z czterech tytułów – Market Wizards (1989), The New Market Wizards (1992), Stock Market Wizards (2001) oraz Hedge Fund Market Wizards (2012). Schwager nie tylko zyskał dostęp do legend Wall Street ale też zdołał wydobyć od nich tajniki warsztatu (nawet jeśli część z nich ukryta jest między wierszami).

Wywiadów jest sporo a ilość wiedzy jaką można pozyskać od czarodziejów jest wręcz przytłaczająca. W zestawieniu z faktem, że każdy wizard prezentuje zupełnie inny styl inwestowania, może to prowadzić do pewnego kociokwiku.

Osobiście przeczytałem całą serię co najmniej 5 razy, wracając do poszczególnych książek po długich okresach czasu i mogę powiedzieć, że są jak wino. Za każdym razem odkrywałem coś nowego. Moje podejście do rynku ewoluowało a doświadczenie rosło, tworzyłem sobie w głowie pewne koncepty funkcjonowania giełdy po czym wracałem do Market Wizards i… ku mojemu zaskoczeniu odkrywałem, że np. Paul Tudor Jones stosował podobną metodę 30-lat temu. Było to bardzo budujące ;)

Czytając książkę po raz pierwszy niektóre idea wydawały się zupełnie abstrakcyjne, zaś wracając do nich po zdobyciu własnych doświadczeń, jawiły się jako logiczne i zrozumiałe. A żeby się nie powtarzać, dodam w tym miejscu, że zasada wracania i odkrywania na nowo dotyczy wszystkich wymienionych tu książek – każdą czytałem 5x lub więcej ;))

Sebastian Mallaby: More Money than God (2010). Powiedziałbym, że to książka historyczna, gdyby nie implikowało to, że może być nudna. A nudna z pewnością nie jest. Mallaby szczegółowo opisuje najważniejsze wydarzenia ostatnich 60 lat z perspektywy spekulantów giełdowych.

Zaczynamy w 1949 kiedy to Alfred Jones założył pierwszy hedge fund, następnie śledzimy kariery (znanych z Market Wizards) tytanów Wall Street – Bruce Kovner, Tudor Jones, Michael Steinhardt, Jim Rogers, dochodzimy do krachu w 1987 i Czarnej Środy (16 IX 1992 – słynny trade Druckenmillera i Sorosa przeciwko Bank of England). Potem mamy kryzys rynku obligacji w 1994, kryzys azjatycki w 1997, bankructwo Rosji w 1998 i upadek LTCM (Long Term Capital Management).

W kolejnych rozdziałach czytamy o bańce dot.com (2000), manipulacji Amaranth Advisors (2006), funduszu algorytmicznym Renaissance Jamesa Simonsa a kończymy rozdziałem o super transakcji Johna Paulsona przeciwko kredytom subprime i kryzysie finansowym (2008).

Jeśli zgadzasz się z tezą, że na rynkach wszystko już było a giełdowa historia lubi się powtarzać, musisz przeczytać tę książkę by wiedzieć, jak zachować się gdy na rynki wrócą turbulencje. W moim przypadku wiedza z książki Mallaby’ego (opis transakcji Sorosa z ’92) i po części z w/w Market Wizards pozwoliła zrobić trade życia w forexowy czarny czwartek.

Chris Kacher & Gil Morales: Trade Like an O’Neil Disciple – How We Made 18,000% in the Stock Market (2010).

Tytułowe 18,000% brzmi kontrowersyjnie i pretensjonalnie ale w tym przypadku nie jest to tani chwyt sprzedażowy a autorzy naprawdę wiedzą co robią i o czym piszą.

Z wymienionych w tym artykule, jest to książka najbardziej współczesna i zarazem najbardziej praktyczna – autorzy dzielą się bardzo szczegółową wiedzą odnośnie handlu na Wall Street. Morales i Kacher zaczynali karierę u boku legendarnego Williama O’Neila – stąd tytułowe O’Neil Disciple. O’Neil opracował szereg meteod pozwalających wyszukiwać spółki wzrostowe o największym potencjale, łącząc analizę fundamentalną i techniczną. Celował w firmy, które mogły się pochwalić rekordową dynamiką przychodów i zysków a jednocześnie ich wykres pokazywał, że zbierają się do rajdu w górę.

Morales i Kacher zmodyfikowali metody O’Neila tak by dać szansę spółkom, które nie wypracowały jeszcze zysków ale oferują przełomowe produkty mogące rozpalić emocje inwestorów. Tym samym w pełni wykorzystali euforię na Nasdaq w latach 1999-2000, spekulując na walorach takich firm jak eBay, Oracle, VeriSign i innych, które święciły triumfy w tamtych czasach. Transakcje te są szczegółowe opisane w ich książce wraz z bardziej współczesnymi perłami spekulacji – Apple, Google, First Solar, Amazon, Netflix itd.

Morales i Kacher nie tylko potrafili wyłuskać najbardziej atrakcyjne firmy ale i perfekcyjnie je rozegrać. Kierowali się przy tym nadrzędną zasadą – siła rodzi siłę. Należy kupować najsilniejsze spółki, których kurs wybija się na nowe maksima. Nie ma czegoś takiego jak za droga spółka… bo zawsze może być droższa, dopóki trwa trend. Z tego względu jedną z ulubionych formacji autorów była… luka w górę na otwarciu. Nie przejmowali się tym, że spółka urosła o 30, 50 lub nawet 100 procent w minionych tygodniach a na otwarciu zwiększała swoją wycenę o kolejne 10%. Kupowali takie wybicie ryzykując stratę 10%, licząc, że spółka podwoi swoją wartość.

Szaleństwo? Pozornie. Mam przed sobą tę książke, wydaną w 2010 r., otwieram przypadkowy rodział i widzę jak kupowali akcje Netflixa, Google, Apple i Amazona po absurdalnych wzrostach. Podpisy pod wykresami szokują: transakcje wykonano w latach 2003, 2004 i 2005. Wzrosty tych firm fascynują AD2015 a oni mieli je na tapecie ponad dekadę temu ;-o

A czy wiecie o ile wzrosły kursy Apple i Netflixa od 2004 do 2015? Z grubsza 60-krotnie czyli o 6000% !! Oczywiście, nie oznacza to, że Morales i Kacher kupili te akcje w 2004 i zainkasowali 6000% trzymając je do dziś. Chodziło mi, by pokazać, że spółka, która urosła o 100% w przeciągu ostatniego kwartału wcale nie jest za droga, a oczekiwanie, że wzrośnie o kolejne 100 czy 200 procent nie jest przesadzone. Oczywiście nie może to być byle jaka spółka, tylko ‚lider liderów.’

Co ciekawe, uważam, że znalezienie takich spółek wcale nie jest trudne – wszak media mówią o nich non-stop! Trudniejsze jest przełamanie własnych ograniczeń i kupno po wzroście o kilkaset procent. Niestety, nasza psychika ciągle podpowiada nam, że należy kupić akcje tanio a sprzedać drogo… lecz nie tędy droga. Morales i Kacher pokazują w swojej książce, że akcje należy kupić drogo a sprzedać jeszcze drożej! Robią to bardzo jasno i klarownie, po przeczytaniu książki ich metoda wydaje się oczywista. Niestety, nie piszą jak wyrobić sobie cojones do tak agresywnej gry… ;)

Jakby tego było mało, równie zuchwale poczynali sobie po krótkiej stronie rynku. Ciekawostką jest fakt, że nie sprzedawali na krótko firm przynoszących straty czy wręcz chylących się ku bankructwu. Wręcz przeciwnie, szorcili te same spółki, które wcześniej rozgrywali jako długiej pozycje. Wbrew pozorom to logiczne! Nawet najlepsza spółka może się przegrzać a jej akcje będą w posiadaniu każdego, kto ma rachunek maklerski.

Gdy trend się odwróci, potężna rzesza traderów zostaje z gorącymi kartoflami – akcjami kupionymi na szczycie po absurdalnych cenach, na które nie ma chętnego (greater fool). Całe stado byków złapanych w pułapkę ofsajdową musi czym prędzej pozbyć się akcji zanim zrobią to inni. Następuje dynamiczna wyprzedaż a fundamenty spółki przestają mieć znaczenie (w krótkim i średnim terminie).

Przykład? Amazon – wzrost o 10.000% podczas dot.com bubble a następnie spadek o… 95% !! Jedna z najlepszych spółek świata zaliczyła 20-krotną przecenę. Od tego czasu zyskała kolejne 10.000% ale to już inna historia…

Oprócz szalonych longów i shortów książka oferuje coś ciekawgo dla bardziej statecznych i analitycznie nastawionych inwestorów. MDM – czyli market direction model – skuteczny model timingowy, generujący sygnały kupna i sprzedaży dla szerokiego rynku (indeksu, futures’ów i ETF’ów indeksowych). Jest opisany na tyle dokładnie, że każdy może sobie go sam zbudować, np. w Excelu. Morales i Kacher używali MDM zarówno do bezpośredniej spekulacji na indeksach jak i do filtrowania sygnałów na rynku akcji – gdy MDM dawał sygnał kupna grali tylko po długiej stronie rynku i odwrotnie.

Nicolas Darvas: How I Made $2,000,000 in the Stock Market (1960). Jak zarobiłem dwie bańki brzmiało trochę jak tytuły zółtych książek z serii ‚w weekend’ (np. Jak zostać wilkiem z WallStreet w weekend ;).

O autorze nigdy nie słyszałem więc początkowo byłem bardzo sceptyczny. Niepotrzebnie, książka okazała się prawdziwą perłą. Jest mała, lekka i przyjemna, ma niepowtarzalny klimat i jest jedyną w swoim rodzaju pochwałą prostoty.

Autor książki nie był profesjonalnym traderem ani tytanem Wall Street. Był zawodowym tańcerzem, odbywającym tournee po świecie. Z akcjami zetknął się zupełnie przez przypadek. W 1952 r. jeden ze zleceniodawców nie mógł mu zapłacić w gotówce, więc zrobił to w naturze – Darvas został właścicielem akcji kanadyjskiej kopalni wartych $3000. Po dwóch miesiącach ich wartość skoczyła do $8000, co wystarczyło, by wciągnąć Darvasa w obięcia giełdowego hazardu.

Hazard to dobre określenie bo nowa pasja Nicolasa omal nie doprowadziła go do bankructwa. Co prawda nie liczył na szybki, szczęśliwy strzał i do sukcesu chciał dojść ciężką pracą, jednak żadna z jego metod się nie sprawdzała. Przeczytał 200 książek, studiował zyski spółek, radził się brokerów, subskrybował newslettery itp. itd. – wszystko na nic, jego rachunek kurczył się. (btw – ktoś widzi podobieństwo do swoich początków ?! ;)

W przypływie desperacji kupił akcje Texas Gulf – spółki o której nie wiedział nic z wyjątkiem jednego, jej kurs stabilnie piął się do góry. I wreszcie sukces. Darvas opracował prosty system do gry z trendem i to wystarczyło by stał się zarabiającym inwestorem.

Ale najciekawsze dopiero przed nami. Po pierwszych sukcesach na Wall Street autor rusza na światowe tournee i jego kariera tradera jest zagrożona. Wszak mamy lata ’50-e XX wieku i smartfony z łącznością LTE oraz apkami do handlu online nie są dostępne. A Darvas podróżuje do najodleglejszych zakątków planety.

Jednak nie rezygnuje, wierząc, że do skutecznego inwestowania wystarczy mu telegraf (!) i kwotowania na koniec dnia/tygodnia. Jego broker został poproszony by przesyłać mu notowania najsilniej rosnących spółek. Darvas analizował te dane, szedł na pocztę i za pomocą telegrafu wysyłał dyspozycje – poziomy buy stop, umożliwiające zakup akcji wybijających się na nowe maksima oraz sell stop dla ochrony kapitału. Zlecenia Darvasa wyglądały tak enigmatycznie dla urzędników pocztowych, że w jednym kraju uznano go za szpiega wysyłającego tajne depsze…

Mimo tych trudności autor odniósł niebywały sukces. Odcięcie od świata nie tylko nie było przeszkodą ale wręcz przyczyniło się do poprawy wyników. Jak to możliwe? Po pierwsze, Darvas mógł podejmować obiektywne decyzje zgodne z wypracowanym przez siebie systemem, bez zgubnego wpływu szumu informacyjnego generowanego przez Wall Street. Po drugie, brak czasu i technicznych możliwości by na bieżąco śledzić notowania, idealnie wpisywał się w maksymę ‚pozwól zyskom rosnąć’.

Po zakończeniu tournee Darvas wrócił do Ameryki pełen wiary we własne możliwości – jeśli pokonałem rynek handlując przez telegraf z Indii, to tradując z Nowego Jorku z pewnością osiągnę jeszcze większy sukces. Tymczasem im bardziej zanużał się w świat kasyna Wall Street, tym bardziej pogarszały się jego wyniki. Obiektywne metody skutecznego systemu ustąpiły podejmowanym spontanicznie decyzjom, bazującym na plotkach, emocjach i niesprawdzonych informacjach.

Zdesperowany Darvas podjął jedyną możliwą decyzję – opuścił Nowy Jork i udał się do Paryża. Jego broker miał mu wysyłać klasyczny telegram z podstawowymi notowaniami rosnących spółek, bez żadnych komentarzy, opinii i plotek z Wall Street. Darvas, gdy tylko oczyścił swój umysł, odzyskał skuteczność i powiększył swój portfel do tytułowych $2.000.000.

Książkę polecam zwłaszcza tym, którzy rozpoczęli trading od instalacji stanowiska z czterama monitorami, terminalem Bloombrega i telewizorem nastawionym na CNBC. Jeśli macie symptomy przeładowania informacjami i czujecie, że straciliście kontakt z rynkiem, wyjedźcie w przysłowiowe Bieszczady i poczytajcie Darvasa ;)

Edwin Lefevre: Reminiscences of a Stock Operator (1923). Najstarsza książka w zestawieniu i zarazem największy klasyk. Uznawana za najlepszą książkę o spekulacji przez tytanów Wall Street. Reminiscencje to fabularyzowana biografia jednego z najsłynniejszych traderów wszechczasów – Jesse’go Livermore’a.

Livermore pierwsze sukcesy osiągnął jako nastolatek u schyłku XIX wieku! Myli się jednak ten, kto sądzi, że trading w tamtych czasach był przaśny a biura maklerskie przypominały skansen. Livermore miał do swojej dyspozycji te same narzędzia, którymi bawimy się AD2015 a jeśli porównać z GPW, nawet więcej. Trading on margin i krótka sprzedaż były dla niego czymś normalnym. Pierwsze pieniądze zarobił zaś w tzw. bucket shopach, które co do zasady działania nie różniły się wiele od dzisiejszych forexowych market makerów i firm spread-betting’owych.

W wieku 15 lat Livermore zatrudnił się jako pomocnik w biurze maklerskim a jego zadaniem było zamieszczanie napływających telegrafem kwotowań na wielkiej tablicy w holu brokera. Obcując cały dzień z notowaniami Livermore wyrobił w sobie umiejętność tape reading. W oryginale słowo tape odnosi się do papierowej taśmy z notowaniami jakie wypluwał z siebie ‚stock ticker’ – telegraf dostarczający dane z Wall Street. Zwrot tape reading używany jest do dziś i oznacza umiejętność przewidywania kursów na podstawie obserwacji wykresów.

Jako wybitnie uzdolniony tape reader, Livermore dość szybko zarobił duże pieniądze w bucket shopach. Nie musiał się przejmować płynnością ani innymi technikaliami, gdyż nie kupował i nie sprzedawał fizycznych akcji a jedynie obstawiał zmianę ich kursu, korzystając przy tym ze znacznego lewara. Ponieważ bucket shopy były drugą stroną jego zyskownych transakcji, dość szybko stał się persona non grata i źródło łatwego zarobku wyschło. Livermore przeniósł się do Nowego Jorku i rozpoczął karierę na prawdziwym rynku. Dalej nie będę streszczał, przeczytajcie sami. Naprawdę warto.

Klasyczne cytaty:

1. There is nothing new in Wall Street. There can’t be because speculation is as old as the hills. Whatever happens in the stock market today has happened before and will happen again.

Rynkowa mądrość jest ponadczasowa a wszystko co widzicie dziś na parkietach było już grane.

2. It never was my thinking that made the big money for me. It always was my sitting. Got that? My sitting tight!

Dziś znane jako część maksymy ‚pozwól zyskom rosnąć…’. Livermore twierdził, że każdy potrafi (kompulsywnie) kupować i sprzedawać, mało kto potrafi nic nie robić i cierpliwie pilnować rosnącej pozycji.

3. Of course there is always a reason for fluctuations, but what the tape does not concern itself with the why and wherefore. It doesn’t go into explanations. The reason for what a certain stock does today may not be known for two or three days, or weeks, or months. But what the dickens does that matter? Your business with the tape is now – not tomorrow.

3a. I never argue with the tape. Getting sore at the market doesn’t get you anywhere.

Zachowaj obiektywny, otwarty umysł i nigdy nie kłóć się z taśmą – rynek ma zawsze rację.

4. The desire for constant action irrespective of underlying conditions is responsible for many losses on Wall Street even among the professionals, who feel that they must take home some money every day, as though they were working for regular wages.

4a. There is the plain fool, who does the wrong thing at all times everywhere, but there is the Wall Street fool, who thinks he must trade all the time. No man can always have adequate reasons for buying and selling stocks daily – or sufficient knowledge to make his play an intelligent play.

Overtrading, overtrading, któż tego nie doświadczył… Czekaj cierpliwie na sytuacje, które będziesz rozumiał i w których będziesz miał jasną przewagę. Wall Street to nie miejsce, w którym handlujesz na siłę by wyrobić dniówkę.

5. There is one side to the stock market; and it is not the bull side or bear side, but the right side.

Proste ale głębokie. Pochwała otwartego, elastycznego podejścia i gry z trendem, wbrew sentymentowi, zewnętrznym opiniom itd.

 

 

Udostępnij na:
  • trader

    Co do Panów Morales i Kacher to kupowanie po gwałtownych wzrostach jest czytą głupotą. W takiej sytuacji trader jest przeciwko prawu popytu/podaży bo im cena jest wyżej tym podaż jest większa. Co więcej w instytucjach czekają na takich ludzi, którzy zapewniają przyzwoitą płynność. Ostatnim argumentem przeciw jest natura takich zachowań – ludzie postępując zgodnie z psychologią tłumu kupują po wzrostach (kiedy inni kupili). Oczywiście sukcesu nie można im odmówić, ale ile z tych tytanów odeszło ostatecznie tak naprawdę w chwale?

    Książka Darvasa bardzo niedoceniania ale jest to jedna z najlepszych pozycji a kończy się doskonałą puentą: żeby wygrywać trzeba się zdystansować od tłumu i rynków.

  • traderblogpl

    „…kupowanie po gwałtownych wzrostach jest czytą głupotą”
    „Oczywiście sukcesu nie można im odmówić…”

    Hmm, widzę tu pewną sprzeczność w Twojej wypowiedzi…

  • trader

    Nie ma sprzeczności, bo wyrwałeś z kotekstu fragmenty.

    „Oczywiście sukcesu nie można im odmówić, ale ile z tych tytanów odeszło ostatecznie tak naprawdę w chwale?”

    Chodziło mnie o to, że sukces był chwilowy. Wtedy rynki sprzyjały takim technikom – przecież Darvas działał w tym samych czasach. Ilu z tych weteranów dzisiaj wciąż zarabia? (Pomijam tych, którzy nie dożyli).

    Żeby zarobić trzeba kupić jak najtaniej i sprzedać jak najdrożej. To jest taki sam handel jak samochodami, pomidorami, komputerami. Jeżeli coś kupimy, to po nas dzisiatki ludzi musi kupić, żebyśmy zarobili. Jeżeli kupujemy po wzrostach to po pierwsze oddajemy kasę tym, którzy kupili tanio po drugie mamy bardzo mało czasu na realizację ewentualnego zysku.

  • traderblogpl

    Kupowanie tanio i sprzedawanie drogo to jeden z największych giełdowych mitów. Giełdowe tabele pełne są spółek notujących historyczne minima, o niskich P/E – jedym słowem tanich. Wystarczy kupić ich akcje i droga do bogactwa stoi otworem. Cóż, też tak kiedyś myślałem ;)

    Problem w tym, że tanie akcje, zawsze mogą być tańsze, a bardzo tanie – jeszcze tańsze. Zróbmy prosty eksperyment myślowy: kupujesz akcje X bo spadły ze 100 do 80 i uważasz, że są tanie. To rodzi spore problemy bo gdy spadną do 60, powinieneś dokupić znaczny pakiet ‚bardzo tanich’ akcji, zaś na poziomie 50 są już tak tanie, że przypuszczalnie powinieneś zainwestować w nie cały kapitał. Wielu początkujących inwestorów tak właśnie robi i gdy ich ‚okazja’ spada jeszcze niżej, zachodzą w głowę jak to się mogło stać, że stracili połowę rachunku. Ale poniższy przykład jest bardziej dobitny.

    Załóżmy, że Twój zakup po 80 odbył się na minimum i akcje X zaczynają rosnąć. Z 80 zwyżkują do 120. Powinieneś je teraz sprzedać, czyż nie? Są przecież drogie. Morales i Kacher, ja także, chętnie odkupią od Ciebie te akcje. Co zrobisz, gdy ze 120 poszybują do 500? Zadowolisz się zarobkiem 20? Oczywiście żaden trader nie wie, czy akcje poszybują do 500 czy wrócą z powrotem do 100. Ważne, że stosunek zysku (380) do ryzyka (20 lub 10) jest bardzo korzystny.

    Ostatni przykład. Są spółki, które w ostatnich latach dały zarobić setki jeśli nie tysiące procent. I nie mówię tu o jakiś popierdułkach – tylko gigantach jak Amazon, Netflix czy Apple. Każdy marzy by załapać się na takie wzrosty. Ale z podejściem ‚kupuj tanio, sprzedawaj drogo’ już na starcie odbierasz sobie wszelkie szanse. Po pierwsze, nie kupisz takiej spółki, bo dynamika jej wzrostów przekona Cię, że jest za droga. Sama spółka Ci się podoba ale czekasz na większą korektę. A ta nie nadchodzi, pojawiają się za to nowe maksima.

    A jeśli udałoby Ci się ją kupić, sprzedasz ją gdy wzrośnie o kilkadziesiąt procent i będziesz ze zdumieniem patrzył, jak rośnie o kolejne 200% czy 300%.

  • traderblogpl

    https://uploads.disquscdn.com/images/df510bfa118b6be82cb718df547a61d85e1352593ce0b9af18b874c99b30ed41.png

    Jako ciekawostkę załączam wykres Netflixa z tego roku, strzałkami zaznaczyłem miejsca, w których Morales, Kacher i inni traderzy zajmują długie pozycje. Wydaje mi się, że miłośnicy kupuj tanio, sprzedawaj drogo, pozbyliby się swoich akcji już przy pierwszej strzałce.

  • trader

    Dziękuje za wykres. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że postrzegasz to, co napisałem jako rzecz bezwzględną. Nie uważam wcale, że wzrost ceny o 50% to okazja do sprzedaży czy spadek o 20% to okazja do kupna. Nie cena jest tutaj odniesieniem a aktualny rozkład popytu i podaży.
    Największą słabością nas detalistów jest po prostu słabość i brak dostępu do informacji. Jeżeli ktoś z detalistów twierdzi, że gra w oparciu o analizę fundamentalną to zwyczajnie kłamie. Na szczęście dla nas wszystkie grubasy mają ogromną słabość – bezwładność. I to daje szansę do zarobienia pieniędzy. Wystarczy znaleźć na wykresie miejsce, gdzie leżą zlecenia.
    Wracając do wykresu – mogę podać wiele kontrprzykładów, kiedy mocne wybicie z luką kończyło trend. Na pewno wiesz o tym, że trend wzrostowy kończy się zawsze euforią a trend spadkowy paniką. Wbrew niektórym opiniom gra na giełdzie nie jest wcale wyrafinowana – to zwykła gra w frajera. Grubasy czekają aż frajerzy będą kupować, bo wtedy mogą sprzedać jak najwięcej. Na Twoim wykresie zaznaczyłeś świetnie miejsce do zakupu, ale nie przy strzałce ale dalej – zauważ, że cena wracała do luki przeważnie zawracała. Czy może być lepsze miejsce do zakupów niż złapanie punktu zwrotnego korekty? A dlatego w tym miejscu cena zawracała, ponieważ popyt był tak ogromny że cena przeskoczyła ten obszar i wszyscy Ci, którzy chcieli tam kupić (a na pewno nie były to płotki) nie zrobili tego. Dlatego z radościom to robią, kiedy cena zawróci.

  • traderblogpl

    „Jeżeli ktoś z detalistów twierdzi, że gra w oparciu o analizę fundamentalną to zwyczajnie kłamie”.

    Coś w tym jest. Każdy myśli, że jest Warrenem Buffettem ale tak naprawdę mało kto potrafi wycenić spółkę. Jak przychodzą spadki, zaczyna się nerwowe uśrednianie i zaciskanie kciuków za powrót do breakeven.
    A wykres Netflixa z pewnością nie miał pokazać, że kupowanie gap-up’ów to genialna strategia a jedynie obalić Twój pogląd, że jest ‚czystą głupotą’.

  • trader

    Zgadzam się, użyłem może zbyt radykalnego określenia. Tym nie mniej (przynajmniej dla mnie) kupowanie po wzrostach jest zbyt ryzykowne ponieważ narażam się na podaż a do tego nie bardzo wiem, gdzie w takiej sytuacji postawić SL (a podejrzewam że nie może być zbyt mały, żeby zmienność nas nie wywaliła z rynku). Staram się raczej łapać punkty zwrotne przy małym ryzyku i dużej możliwości zarobku.
    Myślę jednak, że najtrudniejszym aspektem ich techniki jest… cierpliwość. Bo wydaje mnie się, że spółki które tak dynamicznie się poruszają w wyraźnym trendzie nie zdarzają się zbyt często.