Ciekawostka: Robinhood Markets

W artykule o brokerze, którego używam do handlu w USA (i nie tylko) – Interactive Brokers – wspominam, iż koszty transakcyjne przy zakupie/sprzedaży akcji są 10-krotnie a czasami nawet 100-krotnie niższe niż na GPW. Różnica jest doprawdy zawrotna i pokazuje dystans jaki dzieli Wall Street od ulicy Książęcej w Warszawie. Jednak Dolina Krzemowa uwielbia wprowadzać w każdej dziedzinie życia tzw. ‚disruptive innovations’ i detaliczna brokerka nie jest tu wyjątkiem.

Vladimir Tenev i Baiju Bhatt, po ukończeniu matematyki i fizyki na Stanfordzie, zajęli się projektowaniem systemów HFT (high frequency trading) dla nowojorskich instytucji finansowych. Zauważyli, że internetowe systemy handlu rozwinęły się do tego stopnia, że zawieranie elektronicznych transakcji giełdowych może się odbywać praktycznie bezkosztowo. W ten sposób zrodził się start-up Robinhood Markets, który założyli w Palo Alto przy finansowym wsparciu takich gigantów jak Google Ventures czy Andreessen Horowitz. Idea jest banalnie prosta – pobierasz aplikację na iphone’a lub androida i handlujesz ze smartfona bez żadnych prowizji…

Zero. Null, nada, zilch. Gdzie jest haczyk? Właściwie nie ma. Ponieważ nic nie płacisz, dostajesz tylko najbardziej podstawową funkcjonalność. Prosta aplikacja i możliwość kupna/sprzedaży akcji. Nic więcej. Bez wyrafinowanego softu, wypasionych wykresów, działu analiz i wszystkiego co oferują klasyczni brokerzy. Z czego więc żyje Robinhood, bo przecież nie z zabierania bogatym?

Twórcy serwisu twierdzą, że na chwilę obecną źródłem dochodu są odsetki od kapitału zdeponowanego przez klientów a niewykorzystanego do zakupu akcji. Przy obecnych stopach procentowych fortuny na tym raczej nie zbiją, dlatego docelowo firma chce rozwijać model freemium – podstawowe opcje są za friko, za kolejne udogodnienia trzeba będzie zapłacić.

Dla mnie bomba, niestety na przetestowanie Robinhooda przyjdzie mi jeszcze sporo poczekać – firma jest na tak wczesnym etapie działalności, że nie otwiera rachunków klientom spoza USA. Póki co pozostaną więc ciekawostką, jednak zasubskrybowałem ich profile na Facebooku i Twitterze by śledzić rozwój tego niezwykłego projektu.

Strona oficjalna: www.robinhood.com

Reklamówka na Vimeo: vimeo.com/87163777

Wywiad z założycielami w Bloomberg Surveillance:

 

Udostępnij na:
  • trader

    Ciekawa informacja. Ale wątpię, że instytucje zrezygnują ze swoich koszernych prowizji. Zapewne więc po prostu odetną ich od giełdy i zostaną Market Makerem.

  • traderblogpl

    W USA system handlu jest tak rozproszony, że nikt nie może ich od niczego odciąć. A prowizje za obrót, jak wspomniałem w poście, są praktycznie zerowe. Można mieć różne opinie o ‚banksterach’ z Wall Street, ale akurat obrót akcjami to za oceanem bajka – jasne zasady, niskie koszty. W Europie przyzwyczailiśmy się do market makerów, wysysających krew z klienta detalicznego ale w Stanach nadzór dość dobrze ogarnął ten sektor.

  • trader

    Oby tak było. Mam pytanie przy okazji. Chwalisz się, że korzystasz z usług IB – jak radzisz sobie z przelewami do USA? Bo mnie zastanawiają opłaty banków pośredniczących.

  • traderblogpl

    Ostatni raz zasilałem rachunek w 2012 r. i wtedy koszty przelewu wynosiły 70pln (AliorBank) plus spread na walucie. O ile w erze paypala, bitcoina taka prowizja za przelew wydaje się absurdalna to plusem był fakt, iż była to, o ile pamiętam, stała opłata a nie % od wartości przelewu.

    Od tego czasu tylko wypłacam i tu jest juz z górki – IB oferuje jeden przelew miesięcznie zupełnie za darmo, środki trafiają na rachunek w AliorKantor, gdzie mogę je przewalutować przy cywilizowanym spreadzie.

  • traderblogpl

    UPDATE: Sprawdziłem jak to wygląda w tej chwili w Alior Banku, gdzie korzystam z ‚konta wyższej jakości’ – generalnie świetne konto a przelew zagraniczny można zrobić ‚za darmo’, bez żadnych kosztów banków pośredniczących. Niestety jest haczyk, dlatego napisałem za darmo w cudzysłowiu. Otóż robiąc taki darmowy przelew zagraniczny nasze środki zostaną przeliczone na dolary po standardowym kursie banku, z drakońskim spreadem ~9%. Sprawia to, że ‚darmowe’ przelewy są opłacalne tylko dla drobnych kwot.

    Alternatywą jest przewalutowanie w Alior Kantorze, gdzie spread waha się w przedziale 0,5% – 1%, za to koszt przelewu w opcji OUR wynosi 70pln – jest to opłata ryczałtowa niezależna od kwoty. Być może jakiś bank zrobi to taniej, jakkolwiek nie orientuję się. Być może oferta któregoś z licznych niebankowych kantorów online jest w tej kwestii lepsza.